Refleksje

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

Mentalność himalaisty? Jest to zagadka, z którą ludzie przychodzą na świat i z nią umierają, więc się przyzwyczaili...”

„…Nie sądzę, żeby alpiniści ustawicznie zajmowali się rozważaniami na temat sensu wspinania – twierdził Andrzej Zawada – Po prostu lubią się wspinać, robią to spontanicznie, ciesząc się przeżyciami, które dają im satysfakcję i zadowolenie. Ale jestem przekonany, że każdy z nich ma chwilę zadumy, czy warto ?… I na swój sposób zmaga się z odpowiedzią na to trudne pytanie. (…) Uważam, że potrzeba wspinania tkwi głęboko w naszej psychice (…) Pokonać nieosiągalne, to odwieczne wyzwanie. Ale po co szukać tak głębokiego uzasadnienia dla alpinizmu. Wystarczy, że dla jednych będzie to realizacja sportowego celu, a dla drugich po prostu przyjemność lub szukanie wolności jakiej brak im w życiu. Cokolwiek będzie się myśleć o alpinistach, uważam, że są to w większości ludzie ciekawi i nieprzeciętni...”

Motywy uprawiania alpinizmu Andrzej Zawada dzielił na trzy grupy. Do pierwszej należą te o charakterze sportowym:

…Przez całą moją działalność górską traktowałem alpinizm, jako sport i to sport wyczynowy związany z dużymi ambicjami uzyskiwania wyników, choć na szczęście alpinizm nie jest tylko sportem. Jest to działalność niezmiernie bogata, tyle ma różnych stron, tyle różnych znaczeń dla poszczególnych alpinistów…Jest tak po prostu jak życie. Jest to właściwie samo życie…

Mały Andrzej zamyślony

Mały Andrzej zamyślony

…W górach zawsze chciałem robić coś nowego, na światowym poziomie, a do tego niezbędne były odpowiednie umiejętności, jak to się dziś mówi – profesjonalizm. Stawiałem przed sobą naprawdę trudne cele i aby je osiągnąć, musiałem mieć doborowy zespół i doskonały sprzęt. Do alpinizmu podchodziłem jak zawodowiec, ale nie traktowałem go jak swojej profesji życiowej…”

„…Alpinizm jest jedną z tych dyscyplin sportu, w których trudno ustalić jednoznacznie pojecie rekordu lub przeprowadzić klasyfikację <zawodników> według punktowej tabeli wyników. W tym sensie jest sportem niewymiernym. Ale jak w każdej gałęzi sportu, tak i w alpinizmie występuje czynnik współzawodnictwa. (…) Najwspanialsza jednak i najbardziej pasjonująca walka sportowa toczy się tu o najwyższe szczyty świata. Uczestniczą w niej już nie poszczególni ludzie, ale całe narody...”

Drugą grupę stanowią motywy o charakterze emocjonalnym:

„…Człowiek istnieje tylko dzięki uczuciom, emocjom. Nawet te najbardziej pierwotne, jakich doznajemy, gdy walczymy o życie, wzbogacają nas, sprawiają, że nasze człowieczeństwo staje się pełniejsze (…) Tam już nawet nie chodzi o piękno urzeźbionej skały, ale właśnie ta niewiarygodnie wielka masa czystej materii jest fascynująca ! To odczuwa się tylko w górach i wówczas nie ważne są nasze rozterki intelektualne czy stresy duchowe...”

Andrzej Zawada podczas lektury

Andrzej Zawada podczas lektury

„…Nie potrafiłbym konsumować słodyczy cywilizacji, gdybym nie był przekonany, że w warunkach ekstremalnych potrafię zaryzykować własnym życiem. Nie umiałbym żyć bez tej pewności, że mogę rzucić wszystko, wrócić w góry i zrobić coś takiego, co nie ma żadnego związku z wygodnym, leniwym i bardzo nieciekawym życiem mieszczucha...”

„…Ciekawość i pochlebiająca chęć dokonania rzeczy, których na co dzień dopełnić nie można. Mógłby się pod tym podpisać chyba każdy współczesny alpinista…

„…Wszyscy alpiniści zgadzają się jednak co do tego, że góry to wyzwanie zapowiadające zawziętą walkę. Tam zmagamy się z trudnościami, tam doświadczamy strachu, który może nie sprawia nam przyjemności, ale którego zdecydowanie szukamy. Przyjemność raczej następuje po niebezpieczeństwie, niż mu towarzyszy...”

„…Ważne jest uczucie jedności z naturą ogarniające nas w czasie wspinaczki, uczucie zespolenia ze spokojem gór. W świecie tym istnieje też szczególny rodzaj koleżeństwa, wynikający ze wzajemnej zależności i wspólnego przeżywania całego zdarzenia….

…Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny...”

Alpinizm, mimo udogodnień technicznych, to wciąż kontakt z przyrodą, nieskażoną cywilizacją i nieustanna walka, w której nie zawsze jest dane zwyciężyć człowiekowi...”

Trzecia grupa to motywy o charakterze intelektualnym:

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

„…Zdobycie góry nie ma znaczenia bez świadomości człowieka. Przy tym wypróbowuje i kształci postawy indywidualne i społeczne, jest jednym ze sposobów uczenia się przyjaźni, zasad rywalizacji. A te cechy mają wartość społeczną, wszyscy przecież żyjemy w społeczeństwie...”

„…Któryś ze sławnych alpinistów powiedział, że wspinanie się w najwyższych górach świata nie jest żadną przyjemnością. Nie wierzę alpiniście, który powie, iż odczuwa radość z przebywania na tych wysokościach. Owszem liczy się osiągnięty rezultat ale dopiero po zejściu na dół. Czy można na przykład powiedzieć, że biegacz na sto metrów, który biegnie prawie bez oddechu, odczuwa radość w czasie biegu (…) Oczywiście w alpinizmie wysiłek nie jest krótkotrwały, to nawet nie maraton (…) Są to jednak warunki nienormalne dla człowieka, niezależnie od tego czy się wspina czy tylko przebywa na dużej wysokości. Ból głowy, mdłości, ciężkie sprawy. A mimo to … Jak ważny dla nas jest pomysł, idea, którą sobie wysuwamy, jeśli idzie o wyprawy w góry najwyższe, jak bardzo jesteśmy nią pochłonięci, że mimo iż trudno mówić o przyjemności w tych warunkach (…) – myśli się tylko o jednym kierunku: do szczytu. W końcu jest to sprawa właściwie intelektualna. Chodzi o realizację idei, którą ma się w głowie...”

* * *

Największą zasługą Andrzeja Zawady nie tylko dla alpinizmu polskiego, ale i dla światowego było otwarcie sezonów zimowych najpierw w Himalajach, w Nepalu, a później w Karakorum w Pakistanie. „…Kiedyś były w tych górach tylko sezony letnie – podkreśla Bogdan Jankowski – przedmonsunowy i pomonsunowy. O zimie bali się myśleć alpiniści, nie chciały o niej słyszeć władze himalajskich krajów. Dopiero dzięki uporczywym staraniom Andrzeja udało się przekonać wspinaczy, że zimą w górach najwyższych wspinać się można i przekonać do sprawy właściwe władze…”

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

„…Kiedy zaczynałem się wspinać – powiedział Zawada w reportażu Anny Pietraszek – nie ważne było dla mnie czy ta góra jest zdobyta czy tą górę ktoś przeszedł. Ja sam siebie sprawdzałem i cieszyłem się tym, że to ja właśnie potrafię przejść. Dopiero potem kiedy zacząłem się wspinać już bardziej poważnie i kiedy sprawdziłem się na dużych wysokościach, pojawił się zupełnie inny problem: co można zrobić nowego, co można zrobić w tym himalaizmie czego do tej pory nikt nie zrobił…”

Udane wejście na Noszak w 1973 roku było pionierskim doświadczeniem specyfiki sezonu zimowego w górach najwyższych. „Rekord świata na Noszaku – mówił Zawada – Tak, bo przecież nikt dotąd nie zdobył jeszcze w zimie szczytu siedmiotysięcznego ! Od tej chwili zaczyna się nowy etap w światowym alpinizmie wysokościowym, etap zimowych wejść na najwyższe wierzchołki naszego globu. A otworzyli go Polacy i to jest chyba największe i najtrwalsze osiągnięcie naszej wyprawy...”

Jerzy Wala odnosząc się do tej wyprawy stwierdził: „…Ten pierwszy krok był najważniejszy, wszystkie dalsze są już konsekwencją rozwijania pomysłu, któremu był wierny przez całe życie…

Po doświadczeniach z Noszaka Andrzej Zawada stał się inicjatorem i światowym orędownikiem himalaizmu zimowego.

„…Wchodzenie zimą nie było leczeniem naszego kompleksu, wynikającego z braku wielkiego dziewiczego szczytu w kolekcji dokonań – podkreślał Zawada – Polacy w pewnym momencie zdobyli więcej nietkniętych wcześniej wierzchołków pomniejszych gór niż inne narodowości. Wyprawy zimowe w najwyższe góry świata były odpowiedzią na szukanie nowego problemu w alpinizmie…

W 1974 roku Andrzej Zawada przystąpił do organizacji pierwszej polskiej wyprawy na ośmiotysięcznik. „…Do himalajskiej zimy wszedłem „kuchennymi schodami”. Pojechaliśmy na Lhotse późna jesienią 1974 roku, z zamiarem przedłużenia wyprawy do lutego…” 25 grudnia Heinrich i Zawada jako pierwsi ludzie przekroczyli w zimie wysokość 8000 metrów, osiągając na Lhotse podczas nieudanego ataku szczytowego wysokość 8250 m…”

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

„…Zawsze myślałem o zimowym Evereście…” – powiedział wWywiadzie na szczycie Andrzej Zawada „…Po wyprawie na Lhotse byłem jak najbardziej przekonany o możliwości zdobycia Everestu zimą. Ale ta idea napotkała na wielkie opory (…) Działo się to jeszcze przed wejściem Wandy Rutkiewicz na Everest. Uważano, że trzeba najpierw zorganizować wyprawę latem, aby Polacy znaleźli się na najwyższej górze świata.(…) Wejście Wandy Rutkiewicz rozwiązało problem (…) Od tego momentu idea zimowej ekspedycji zyskiwała wśród członków Zarządu PZA coraz więcej zwolenników. W końcu wyprawa została zatwierdzona…”

Andrzej Zawada w podaniu o zezwolenie na wyprawę zimową na Mount Everest w sezonie 1979/1980, tak uzasadnił swoja prośbę: „…Rozpoczęcie sezonów zimowych w Himalajach otworzyłoby przed alpinizmem nowe horyzonty. Zdobyte w sezonach przed- i pomonsunowych najwyższe szczyty świata stałyby się ponownie dziewicze dla wypraw zimowych, tak jak kiedyś stało się to w Alpach, Kaukazie czy Hindukuszu. Wyprawy zimowe w Himalaje będą historyczną konsekwencją rozwoju sportu wysokogórskiego...”

„…Wiem, że będą ludzie, którzy powiedzą: <taka wyprawa jest szaleńczym ryzykiem>. A ja odpowiem: <Jest wydarzeniem w światowym alpinizmie, bez względu na to, czy uda się nam wejść na szczyt. I to jest piękne w tym sporcie, że liczy się również próba…” – mówił Zawada przed wyjazdem zimą na Everest

17 lutego 1980 roku Cichy i Wielicki dokonali pierwszego zimowego wejścia na Everest, rozpoczynając zimową eksplorację szczytów ośmiotysięcznych. Andrzej Wilczkowski w książce Miejsce przy stole napisał: „Jak do tego doszło, że Andrzej Zawada (…) został kierownikiem wyprawy, której udało się osiągnąć najwyższy szczyt ziemi w warunkach zimowych? (…) Ten największy z polskich sukcesów alpinistycznych nie spadł nam z nieba. Zapracowało nań i nasze pokolenie i nasi uczniowie i uczniowie naszych uczniów. Nie od nas zaczął się alpinizm i nie na Cichym i Wielickim się skończy…

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

Zdobycie Everestu w 1980 roku rozpoczęło okres największych polskich sukcesów w Himalajach. W latach 80 dokonano kolejno pierwszych zimowych wejść na Manaslu – Maciej Berbeka, Ryszard Gajewski;12.I.1984; Dhaulagiri – Andrzej Czok, Jerzy Kukuczka; 21.I.1985; Cho Oyu – Maciej Berbeka, Maciej Pawlikowski 12.II.1985 i Jerzy Kukuczka, Andrzej Heinrich 15.II.1985; Kangchenjungę – Jerzy Kukuczka, Krzysztof Wielicki 11.I.1986; Annapurnę – Artur Hajzer, Jerzy Kukuczka; 3.II.1987; Lhotse – Krzysztof Wielicki 31.XII.1988 oraz na przedwierzchołek Broad Peaku – Maciej Berbeka; 6.III.1988.

„…To wyzwanie sportowe najlepszej próby – podkreślał Zawada – … Zdobywać najwyższe szczyty najtrudniejszymi drogami, w najbardziej niebezpiecznych warunkach, jakie natura stwarza właśnie zimą. By ocenić trudności, wystarczy porównać dwie liczby: pięć osób na szczycie Everestu zimą i około 650 w okresie wiosenno-jesiennym…

Andrzej Zawada po zdobyciu Everestu zimą otwarcie twierdził, że wchodzenie latem drogą klasyczną na Everest jest poniżej godności prawdziwego alpinisty. „ Mam do Andrzeja pretensje – powiedziała Anna Czerwińska, pierwsza Polka, która zdobyła Koronę Ziemi – że tak zdeprecjonował Everest w oczach opinii publicznej, sprowadzając go do roli deptaka. Do dziś to boleśnie odczuwam na własnej skórze. Jest to przecież olbrzymia góra i każda droga na nią jest i pozostanie wyzwaniem (…) Niesprawiedliwa ocena Andrzeja nie zmienia mojego pozytywnego stosunku do tego, co zrobił, do otwarcia zimowych sezonów w Himalajach. Zgadzam się, że zimowy himalaizm jest tylko dla wybranych…”

Andrzej Zawada

Andrzej Zawada

Jak podkreślał Zawada – „…Wspinaczom z Zachodu żadna zimowa wyprawa się nie udawała, więc niektórzy eksperci czy teoretycy, ignorują problem zimowy. Chris Bonington w rozważaniach na temat alpinizmu i jego przyszłości zimowy himalaizm pomija. Podobnie dyskretny jest Edmunt Hillary. Po cóż szukać tak daleko. Nawet najbliżsi sąsiedzi z południa nie wspominają o naszych zimowych sukcesach…”

Z kolei Reinhold Messner mówiąc o himalaizmie zimowym, podkreślił, że Polacy są w tej dziedzinie najlepsi, ale zaznaczył równocześnie: „…Zimę raczej kojarzymy z cięższymi warunkami niż w lecie, a w szczególności z większą ilością śniegu i w tych warunkach jeszcze szczytów Himalajskich nie zdobyto...”

Wiem, że dla jednych wspinanie zimą to <sztuka cierpienia> – podkreśla Krzysztof Wielicki – ale też wiem, że dla innych to wspaniała męska przygoda, gdzie zespół jeden za wszystkich i wszyscy za jednego, braterstwo i wspólnota celów. Tych, którzy mają za sobą takie doświadczenie, nie trzeba przekonywać. Najwięcej zaś adwersarzy zimowego wspinania w Himalajach można znaleźć wśród tych, którzy po prostu tego nie próbowali lub nie są w stanie pracować w zespole, boją się utracić swoją pozycję libero, boją się gwałtu na indywidualności. Z tymi nam nie po drodze…”

* * *
„…Zima jest najważniejsza. Powiedz mi co zrobiłeś w górach w zimiea powiem ci jakim jesteś alpinistą…” – zwykł mówić Andrzej Zawada.