Lhotse (1974)

Przygotowania w kraju

Wielkie wyprawy himalajskie są bardzo kosztowne. Przeciętna ekspedycja na Everest kosztuje 100 – 250 tysięcy dolarów, choć były i takie które kosztowały pół miliona dolarów, jak np. amerykańska w 1963 lub włoska w 1973 r. Nic więc dziwnego, że są to przeważnie wyprawy narodowe finansowane przez rządy lub specjalne komitety himalajskie, które zbierają pieniądze na ten cel przez szereg lat, jak to było we Francji

Polski Związek Alpinizmu podejmując decyzję pierwszej wyprawy na ośmiotysięcznik nie byłby w stanie sfinansować takiego przedsięwzięcia z własnego budżetu, który wystarcza zaledwie na podstawowe szkolenie początkujących i treningowe wyjazdy alpinistów w Alpy i Kaukaz. Uzyskanie specjalnej dotacji wyłącznie na cele wyprawy z GKKFiT, któremu PZA podlega było podstawowym warunkiem zrealizowanie tego wielkiego przedsięwzięcia. Kiedy władze Komitetu zatwierdziły cel przyszłej wyprawy, a co ważniejsze jej budżet idący w miliony (pieniądze z Toto Lotka) sprawa stała się na tyle realna, że można było z kolei zacząć starać się o… dolary, tak i to niestety o bardzo dużo. Złotówki były potrzebne na sprzęt w kraju, dewizy na wszystkie wydatki poza granicami Polski. Na szczęście PZA ma wypróbowanego przyjaciela, nie raz wspierającego przedsięwzięcia polskich alpinistów. Zresztą nie tylko alpinistów. Wspomaga wiele spraw , które Jego zdaniem mogą rozsławić na świecie Polskę. Tym człowiekiem jest nasz rodak stale mieszkający w Szwajcarii – dr Julian Godlewski.

Podczas ostatniego pobytu w Polsce spotkał się z przedstawicielami PZA i po dokładnym przestudiowaniu planów wyprawy obiecał pokryć 50% wydatków dolarowych. Związek miał trochę uzbieranych dolarów, a resztę z trudem wygospodarował GKKFiT. Ostatecznie „trzy umawiające się strony” spotkały się u przewodniczącego Komitetu Bolesława Kapitana na małej uroczystości, zakończonej wręczeniem przez Juliana Godlewskiego polskiej flagi, którą, odbierając w imieniu wyprawy, obiecałem wynieść jak najwyżej. Tak więc przyszła wyprawa miała teraz silne podstawy finansowe. Pozostała tylko – drobnostka, zamienić te miliony złotówek na najbardziej wyszukany sprzęt w ciągu najbliższych miesięcy i w dodatku zgodnie… z przepisami! Jak śmieszne wydały mi się kłopoty kierownika francuskiej wyprawy na Zachodni Filar Makalu w 1971 r. kiedy pisząc w swej książce o przygotowaniach do wyprawy wspomina, że nie może się zdecydować w której firmie zamówić sprzęt. Och, żeby w Polsce był chociaż jeden sklep alpinistyczny, taki jakich dziesiątki na ulicach Chamonix czy Grenoble. A przecież zdawałem sobie doskonale sprawę co znaczy dobry sprzęt na wyprawie: to przede wszystkim bezpieczeństwo uczestników i w ogromnej mierze powodzenie ekspedycji. Ale sprzęt ma również ważne znaczenie propagandowe. Wszyscy oglądają go z zainteresowaniem, na jego podstawie oceniają kraj w którym został wyprodukowany

Przystępując do realizacji długiej listy niezbędnych na wyprawie rzeczy -parę tysięcy pozycji – trzeba było przede wszystkim zwrócić się do zaprzyjaźnionych od lat producentów. W pierwszym rzędzie – Fabryka Namiotów w Legionowie. Pomimo, że plan mieli napięty do ostateczności przyrzekli, że zrobią specjalnie dla wyprawy 50 sztuk namiotów, wszystko nietypowe, nowe modele. Namioty to podstawa na wyprawie alpinistycznej, w drugiej kolejności sprzęt puchowy. Puch rzecz cenna, reglamentowana, w dodatku okropnie drogi: 900 zł za kg , a my potrzebowaliśmy równo 100 kg . Złożyliśmy podanie do Zjednoczenia „Poldrób”. Przyznali! Sprzęt puchowy to: śpiwory, kurtki, spodnie, rękawice, skarpety, a wszystko rzeczy specjalne; nie mogą być szyte na wylot, tylko tzw. systemem himalajskim –kasetonowym, znacznie lepiej trzymającym ciepło. W dodatku spodnie miały być spinane specjalną taśmą (rzepy), żeby można było zdejmować je i wkładać bez zdejmowania butów z rakami. Wszystkiego po25 kompletów, dla Polaków i Szerpów, a śpiworów nawet 40 sztuk do bazy i poszczególnych obozów, żeby nie nosić niepotrzebnie tam i z powrotem. Z tego powodu wszystkie śpiwory muszą być uszyte na najwyższego. Z kolei rzeczy wełniane: 300 par skarpet, 100 par rękawic, 50 swetrów, 50 czapek, 50 par długich niewymownych. Po raz pierwszy zwróciliśmy się o pomoc do „Polsportu” i spotkaliśmy się z jak najlepszym przyjęciem. Nie tylko otrzymaliśmy wiele sprzętu za darmo a w dodatku został on wyprodukowany w rekordowym czasie. Zresztą sądzę, że współpraca miała obopólne korzyści, gdyż przy projektowaniu sprzętu służyliśmy pomysłami i doświadczeniem. Przede wszystkim nowe, lekkie nosiłki wykonane z rurek aluminiowych w Bielsku-Białej, a worki z dakronu w Łodzi.

Następnie nowy model butów o roboczej nazwie „Lhotse”, serię 30 par wykonano w ciągu 3 tygodni w WSS w Wałbrzychu. Z kolei skafandry, anoraki, spodnie i rękawice przeciwwiatrowe, wszystko nowe modele wykonane w Zakładach w Łodzi. Wiele z tych rzeczy na pewno wejdzie do produkcji na stałe. Na wszystkich tych wyrobach prosiliśmy o napis „Made in Poland”, żeby było się czym pochwalić. Oczywiście na tych 30 porach butów nie skoczyło. Każdy uczestnik będzie potrzebował trzech par. „Lhotse” na czas karawany do bazy na lodowcu, potem od 5000 m do 6500 m – typ „Zawrat 2”, skórzany but w bucie i wreszcie na duże wysokości – but zupełnie specjalny. Nad tym butem pracowaliśmy długo obmyślając różne projekty. Musiał to być but lekki i super ciepły. W końcu 30 par takich butów zrobił nam zdolny szewc zakopiański, pan Mieczysław Mucha, z sukna góralskiego, korka, gąbki poliuretanowej i dakronu – bez użycia skóry. Cena za sztukę 1200 zł. Rachunek wystawiła spółdzielnia i po uwzględnieniu takich pozycji jak opracowanie, rozrysowanie podatek na fundusz wczasów itp. cena wzrosła do 2800 zł , ale teraz wszystko było zgodne z przepisami i taki rachunek mógł przyjąć księgowy! Nie tylko „Polsport” nam pomógł. „Polfa” dała za darmo leki, Zjednoczenie Przemysłu Wełnianego materiały na spodnie wspinaczkowe, „Baltona” wyraziła zgodę na sprzedanie 6 ton żywności. Nie sposób wymienić tu wszystkich instytucji, jakie pomogły wyprawie.

Trudno wyobrazić sobie dzisiaj nowoczesna wyprawę bez radiotelefonów działających niezawodnie na duże odległości, a w dodatku w temperaturach od –40st.C do +50 st.C. Pod tym względem nie było trudności. Zamówiliśmy 9 sztuk sławnych „Klimków” produkcji inż. Nietykszy, wypróbowanych wielokrotnie przez GOPR i w naszych poprzednich wyprawach. Ale nie wszystko można było wyprodukować, lub zakupić w kraju. Niektóre rzeczy, specjalistyczne trzeba było sprowadzić z zagranicy, jak wysokościomierze do 9 km – ze Szwajcarii, raki i specjalne haki lodowe – z Austrii, nowoczesne metalowe czekany – z Francji, ponadto lekkie butle tlenowe produkcji francuskiej, ładowane pod ciśnieniem aż do 250 atmosfer. Wszystkie te rzeczy otrzymaliśmy na czas tylko dzięki staraniom pracowników centrali handlowej „Universal”. Trzeba jednak przyznać, że nie tylko w kraju spotkaliśmy się z zainteresowaniem i pomocą. W związku z wyprawą firma francuska „Camping Gaz”, w której złożyliśmy oficjalne zamówienie na 500 ładunków butanu, kiedy tylko dowiedziała się o wyprawie, natychmiast zaproponowała specjalną mieszankę na duże wysokości, w dodatku wszystko – za darmo. Podobnie firma „Kodak” dostarczyła filmy dla wszystkich uczestników wyprawy, również firma „Pentacon” z NRD wypożyczyła 3 aparaty z kompletem obiektywów, fabryka „Honda” z Japonii w której zamówiliśmy specjalnie lekki, przenośny generator prąd przekazała go natychmiast za darmo, przez naszą ambasadę w Tokio. Sądzę, że firmy te potrafiły docenić znaczenie propagandowe wyprawy na IV szczyt świata. Oczywiście zrobiliśmy dla nich reklamowe, kolorowe zdjęcia tych wyrobów na tle Himalajów.

Ludzie na wyprawie

Nawet najlepiej wyposażona wyprawa nie przedstawia wielkiej wartości jeśli jej uczestnikami będą ludzie nieodpowiedni pod względem sportowych umiejętności, jak też zdolności współpracy w zespole, czy odporności na trudne warunki. Polski Związek Alpinizmu, który przejął 70-letnie doświadczenia dawnego Klubu Wysokogórskiego organizuje wielkie wyprawy w myśl ustalonych zasad. Zgodnie z nimi Zarząd Główny PZA wybiera i zatwierdza przyszłego kierownika. Od tej pory odpowiada on całkowicie przed Zarządem za przebieg wyprawy. Jednocześnie jednak Zarząd uwzględniając specyficzny charakter wypraw alpinistycznych, daje kierownikowi wyjątkowe uprawnienia. Mianowicie, on sam dobiera sobie, według swego uznania uczestników wyprawy i przedstawia Zarządowi do zatwierdzenia, ten natomiast ma jedynie prawo weta w stosunku do poszczególnych kandydatów, jednak nie może narzucić, ze swej strony, kogoś kierownikowi. Okazało się, że takie zasady mają swoje głębokie racje, które wielokrotnie się sprawdziły na licznych wyprawach nie tylko u nas, ale i w innych państwach, gdzie stosują podobne zasady.

Dobranie sobie ludzi do których ma się zaufanie, z którymi potrafi się współżyć przez wiele miesięcy w trudnych, niebezpiecznych warunkach jest podstawą od której, w dużej mierze, zależeć będzie powodzenie wyprawy. Oczywiście ludzie ci muszą być również doskonałymi alpinistami. Dobór kandydatów na wyprawę jest sprawą bardzo trudną i odpowiedzialną, choćby dlatego, że później nie ma możliwości na jakieś zmiany. Sądzę, że wielką rolę, poza zebraniem suchych informacji o kandydacie, odgrywać musi intuicja . W każdym razie przedstawiony przeze mnie skład przyszłej wyprawy zatwierdził Zarząd bez zastrzeżeń. Oto on:

  1.  Bogdan Jankowski z Wrocławia –zastępca kierownika. Uczestnik wypraw w Pamir i Karakorum.
  2. Zygmunt Heinrich z Krakowa – uczestnik wypraw w Karakorum, Pamir i Hindukusz.
  3. Piotr Jasiński z Krakowa – uczestnik wyprawy w Hindukusz.
  4. Jan Koisar, lekarz z Katowic, uczestnik zimowej wyprawy w Hindukusz.
  5. Marek Kowalczyk z Krakowa uczestnik wyprawy w Hindukusz.
  6. Wojciech Kurtyka z Krakowa – uczestnik wyprawy w Hindukusz.
  7. Anna Okopińska uczestniczka wyprawy w Pamir.
  8. Tadeusz Piotrowski ze Szczecina.
  9. Kazimierz Jacek Rusiecki z Krakowa.
  10. Jan Stryczyński z Poznania – uczestnik wypraw w Karakorum.
  11. Ryszard Szafirski z Zakopanego – uczestnik wypraw w Karakorum.
  12. Mirosław Wiśniewski z Warszawy – kierowca wyprawy.

Ponadto, w wyniku porozumienia między PZA i Wytwórnią Filmową TV w skład wyprawy włączono 3 osobową ekipę filmową:

  1. Jerzy Surdel z Krakowa.
  2. Stanisław Latałło z Warszawy.
  3. Wojciech Tędziagolski z Warszawy.