Memoriał w sprawie zimowych wypraw w Himalaje (1979)

Warszawa, dnia 20 marca 1979 roku.

Memoriał w sprawie zimowych wypraw w Himalaje

 Różne były powody, dla których ludzie wyruszali w góry. Pasja odkrywcza, naukowa dociekliwość czy po prostu nadzieja na znalezienie legendarnych skarbów. Ale im bardziej poznawał człowiek ten niedostępny początkowo i tajemniczy świat gór, tym częściej wracał do niego, aby przeżywać czystą satysfakcję płynącą z pokonywania trudności piętrzących się w drodze na szczyty. I tak zrodził się jeden z najpiękniejszych sportów świata — alpinizm. Jego kolebką były Alpy.

Alpinizm przechodził różne przeobrażenia. Jak każdy sport kieruje się przyjętymi regułami, które w historycznym rozwoju zmieniały się wraz z osiągnięciami kolejnych pokoleń alpinistów. Początkowo za główny cel alpinizmu uznawano zdobywanie dziewiczych szczytów – wejść pierwszy raz tam, gdzie jeszcze nikogo nie było!, choćby najłatwiejszą drogą, w najlepszym sezonie pogodowym. Potem, gdy tych dziewiczych szczytów było coraz mniej, rzucono hasło, że należy wchodzić na zdobytą górę różnymi drogami, przeważnie trudniejszymi niż droga pierwszych zdobywców. Zaczęła się era zdobywania poszczególnych grani, ścian, filarów. Doskonaliła się technika wspinania, opracowywano coraz lepszy sprzęt. Wreszcie wyruszono z Alp na pierwsze podboje w najwyższe góry świata Himalaje, Karakorum, Hindukusz. Powstał nowy problem związany z brakiem tlenu na dużych wysokościach. Ale ludzka pomysłowość i wytrwałość pokonała i te trudności. Stopniowo, jeden po drugim zostały zdobyte najwyższe z najwyższych szczytów świata – czternaście ośmiotysięczników, a wieloletnia walka o pierwszą górę świata Sagarmatha (Mount Everest) – 8848 m. jest piękną kartą w historii ludzkich dokonań.

Rozwijający się dynamicznie alpinizm szuka nowych celów, stawia przed sobą coraz trudniejsze zadania. Pojawia się nowa idea. Powtórzyć wejścia dokonywane dotychczas w sezonie letnim w trudnych warunkach zimowych, kiedy dodatkowo trzeba walczyć z mrozem, śniegiem i oblodzoną skałą. Za sezon zimowy uznano na półkuli północnej okres od 22 grudnia do 21 marca. Rozpoczął się w Alpach nowy, wspaniały etap zdobywania ponownie szczytów, ścian, filarów czy grani w sezonie zimowym. Odtąd w przewodnikach opisujących historię zdobywania góry będą figurować dwie daty – pierwsze wejście latem i pierwsze wejście zimą. Ale Alpy to góry nie tak bardzo wysokie i byłoby nie do pomyślenia, żeby człowiek nie zechciał spróbować swoich sił w zimowych wyprawach na najwyższe szczyty świata. Polacy pierwsi rzucili hasło rozpoczęcia zimowych wejść w górach powyżej siedmiu tysięcy metrów. W sezonie zimowym 1972/73 uzyskano zgodę rządu Afganistanu na pierwszą wyprawę zimową na najwyższy szczyt Hindukuszu – Noszak (7492 m). Polska wyprawa miała przebieg pomyślny i 13 lutego 1973 po raz pierwszy stanął człowiek zimą na szczycie siedmiotysięcznym. Zebrane doświadczenia postanowiono wykorzystać z kolei przy próbie zdobycia zimą szczytu ośmiotysięcznego. Uzyskano zgodę rządu Nepalu na atakowanie Lhotse – 8511 m. w okresie pomonsunowym 1974. Bazę wyprawy założono pod koniec października, kiedy praktycznie kończy się sezon jesienny w Himalajach, a 25 grudnia osiągnięto wysokość 8250 m. Niestety zezwolenie, zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami kończyło się 31 grudnia i z tego powodu trzeba było przerwać dalsze próby zdobywania szczytu. Zebrano jednak bogate doświadczenie dotyczące zarówno odpowiedniej techniki wspinania w tych trudnych warunkach jak i zastosowania specjalnego sprzętu. Na tej podstawie można być pewnym, że wyprawy zimowe na najwyższe góry świat są całkowicie możliwe, choć od ich uczestników wymagać należy doskonałej kondycji i wyjątkowej siły woli. Rozpoczęcie sezonów zimowych w Himalajach otworzyłoby przed alpinizmem nowe horyzonty. Zdobyte już w sezonach przed i po monsunowych najwyższe szczyty świata stałyby się ponownie dziewicze dla wypraw zimowych, tak jak kiedyś stało się w Alpach, Kaukazie czy Hindukuszu. Wyprawy zimowe w Himalaje będą historyczną konsekwencją rozwoju sportu wysokogórskiego.

Andrzej Zawada