Moje poglądy na społeczną funkcję turystyki (1974)

„Straszni mieszczanie” w swych wygodnych mieszkaniach – w luksusowych samochodach, w szybkościowych windach i w zupełnym bezruchu, oto do czego doprowadziła nas obezwładniająca cywilizacja!

Wszyscy narzekamy na zgiełk, spaliny i nerwowy tryb życia wielkich miast, a jednocześnie, nie bacząc na nic, ciągniemy do owych monstrualnych skupisk ludzkich. Łatwiej tutaj o pracę, lepsze zarobki, większe szanse na życiową karierę. Wydaje się, że nie ma od tego odwrotu. Miarą postępu – jak nam mówią – ma być malejący coraz bardziej wskaźnik pracujących na wsi i rosnący coraz szybciej wskaźnik pracujących w mieście. A więc musimy żyć w miastach i ponosić konsekwencje, jakie z tego wynikają. Godzinami pracować w zamkniętych pomieszczeniach, najczęściej bez ruchu, schyleni nad biurkiem, czy maszyną. Potem przejechać do domu, napić się herbaty z chlorowanej wody z kranu i… zasiąść na następne godziny przed telewizorem. Jak w tych warunkach mamy być zdrowi? Zwiększająca się ilość zachorowań na serce i różne nerwice, to właśnie wynik zasiedziałego trybu życia w mieście. Mówienie w takiej sytuacji o potrzebie ruchu, o jego zdrowotnym wpływie na organizm jest truizmem.

Wszyscy zgadzamy się, że ruchu domaga się nasz organizm, przyzwyczajony do aktywnego działania w zamierzchłej przeszłości. Tylko jak zaspokoić tę potrzebę? Wydawałoby się to proste – przecież sport ma wszelkie podstawy, by stać się „odtrutką” na szkodliwy wpływ miasta. Ruch połączony z przyjemną, odprężającą zabawą na otwartej przestrzeni stadionu, czy boiska. Cóż może być lepszego? Tylko – że nic z tego nie wychodzi. Może jeszcze dawniej, w „dobrych, starych czasach”, kiedy wszyscy mniej więcej byli na równym poziomie początkującego w sporcie amatora, chodzili ludzie na lodowiska, jeździli w parkach na bicyklach, grali w tenisa. Ale nie dzisiaj, kiedy ze sportu zrobiono wielkie, wspaniałe widowisko, w którym występować mogą tylko najwyższej klasy fachowcy, pracujący w pocie czoła na swoją doskonałość. Który z amatorów odważy się teraz wkroczyć na boisko i ośmieszyć się nieporadnymi ruchami? Dzisiaj dla szerokiego ogółu sport to wyłącznie kibicowanie w dodatku coraz rzadziej na stadionie, a coraz częściej przed szklanym ekranem. Po prostu nie ma miejsca na sport amatorski, rekreacyjny. Hasło – interesuje mnie przede wszystkim sport, który sam uprawiam, jest chyba niemożliwe do zrealizowania w dzisiejszej dobie.

I tu, wydaje się, że tylko turystyka – pojęta najszerzej – jest najlepszym środkiem do uratowania zasiedziałych mieszczuchów jakimi w większości jesteśmy. W przeciwieństwie do sportu, turystą może być każdy mniej lub bardziej fachowy. W turystyce nie ma ostrych granic między doświadczonym, a mniej sprawnym, między starym a młodym, nie ma więc kompromitacji. Dla każdego znajdzie się coś odpowiedniego, co zachęci do działania. Bo turystyka ma różne formy. Wędrówki piesze bliskie i dalekie, wycieczki – rowerowe i kajakowe, na nizinach i po górach, zbiorowe i indywidualne, w kraju i zagranicą. A wszystko to najczęściej poza miastem, w czystym powietrzu pól, łąk, lasów, czy górskich przestrzeni. Turystyka łączy w sobie wiele zalet, przede wszystkim zaspokaja odwieczną ludzką potrzebę poznawania czegoś nowego, wędrowania. Pobudza naszą inicjatywę, zmusza do aktywności, do radzenia sobie we wciąż zmieniających się sytuacjach. Przynosi ciągle nowe wrażenia, pozwala oderwać się od codziennych spraw, zapomnieć o troskach. Ma dzięki temu ogromny wpływ na regenerację naszych sił, daje odprężenie fizyczne i psychiczne konieczne dla zdrowia i aktywności życiowej. Dlatego pewnie na całym świecie notujemy gwałtowny rozwój turystyki. Oczywiście odpowiedni poziom materialny społeczeństwa jest warunkiem jej uprawiania. Turystyka wymaga przecież odpowiedniego zaplecza i sprzętu, obojętnie czy to będą tanie, młodzieżowe wędrówki po kraju, czy kosztowne wyjazdy zagraniczne. I tu dochodzimy do następnego aspektu turystyki, niezwykle ważnego w skali społecznej – do rozwoju przemysłu turystycznego i usług związanych z pobytem i ruchem mas zwiedzających. Liczne kraje w Europie nawet budżety państwowe opierają na tych funduszach. Krajobraz, słońce, powietrze stały się atrakcyjnym i cennym towarem, przynoszącym ogromne zyski. Powstaje zatem odpowiednia architektura, specjalistyczne zakłady przemysłowe produkujące najdogodniejszy sprzęt, nieustannie ulepszany przez nowe technologie, rozwija się atrakcyjna gastronomia i obiekty kulturalne. Trzeba szczególny nacisk położyć na usprawnienia komunikacji i środków lokomocji, od których zależy szybkie „rozładowanie” miast i przewiezienie ludzi w atrakcyjne miejsca, czy odpowiednie dla nich punkty wypadowe.

Z drugiej strony właśnie rozwój turystyki jest jedynym bodźcem dla rozwoju tych kręgów kraju, w których niekorzystne jest powstawanie przemysłu ze względów geologicznych, czy nawet wręcz szkodliwe ze względów ochrony środowiska naturalnego np. jeziora mazurskie, Roztocze, czy Tatry. Poprzez kontakt z nowymi ludźmi rekompensują się te możliwości. Stawiane wymagania higieniczno-kulturalne rozbudzają potrzebę oceny własnego środowiska, a jednocześnie zainteresowanie historią i tradycją kulturową swego regionu, przynoszą poczucie wartości – użyteczności społecznej i dumy. Moment psychologiczny turystyki, jako zjawiska masowego, jest może ważniejszy dla odwiedzanych, niż odwiedzających?

I jeszcze jedno, żeby turystyka mogła w pełni odnawiać nasze siły i rekompensować zdrowie, nie tylko raz od święta, podczas urlopu, ale przez cały rok, powinniśmy jak najprędzej przejść na pięciodniowy tydzień pracy i dwa dni poświęcać na turystykę. Trzeba najlepiej wykorzystać ruch na powietrzu, póki nie zdegenerujemy się do reszty w naszych – wspaniałych metropoliach!

Na zakończenie chcę poruszyć jeden, szczególnie dla naszego Studium, ważny problem: tzw. turystyki kwalifikowanej. Każda świadoma działalność wymaga pewnych kwalifikacji. Oczywiście turystyka kajakowa, rowerowa, czy narciarska o wiele większych, niż wędrówki piesze, które dość skutecznie wymykają się klasyfikującym usztywnieniom, nie zdobyły np. popularności różne odznaki piesze, nizinne czy górskie, Okazuje się, że wolimy wędrować swobodnie. Dyskusyjna jest też dla mnie – turystyka samochodowa; siedzenie godzinami w zamkniętym, blaszanym pudle nie ma nic wspólnego ze zdrowiem i ruchem, należy raczej samochód traktować, jedynie jako środek przewozowy w miejsce potrzebne, lub przydatne jako punkt wyjściowy.

Kwalifikacje w odniesieniu do turystyki traktowałbym jako – wiedzę elementarną, dotyczącą podstawowego sprzętu i zachowania w terenie. Natomiast – alpinizm jest sportem. Nowoczesny alpinizm nie ma już nawet /w każdym razie coraz rzadziej/ elementu eksploracyjnego. Tygodniami „siedzi się” pod ścianą, przy rozwiązywaniu problemu, czy zdobywaniu góry, nie ma tu czasu na turystyczne wędrowanie. Akcja w wysokich górach wymaga bardzo specjalistycznego sprzętu, umiejętności bezbłędnego posługiwania się nim, ze względu na wielkie obiektywne niebezpieczeństwo istniejące zawsze na terenie wysokogórskim. Wyczynowy alpinizm, jaki jest uprawiany w wielu krajach świata wymaga super kwalifikacji i wiedzy praktycznej zdobywanej na szkoleniach i w ciągu długich lat doświadczeń osobistych. Alpinizm tak się różni od turystyki górskiej, jak samochodowa wycieczka za miasto od Rajdu Safari czy wyścigów w Le Mans.