Mount Everest nową drogą (1979-1980)

W czasie starań o zezwolenie na zimową wyprawę everestowską trzeba było zgodnie z wymogami władz nepalskich podać cel rezerwowy. Zgłosiliśmy Filar Południowy. Ociągając się z wydaniem pozwolenia na atak w zimie, rząd Nepalu najpierw zgodził się na Filar, a dopiero później oficjalnie otworzył sezon zimowy, skutkiem czego weszliśmy w posiadanie dwóch zezwoleń. Polski Związek Alpinizmu postanowił wykorzystać tę wyjątkową okazję i atakować Everest dwukrotnie.

Można by uważać, że była to jedna wielka ekspedycja, która trwała 6 miesięcy – od grudnia 1979 do czerwca 1980 roku. Jednak formalnie i faktycznie były to dwie oddzielne wyprawy – różne zezwolenia, dwie opłaty za szczyt, inni oficerowie łącznikowi itd. Skład wypraw zmienił się bowiem zasadniczo: jedynie pięciu uczestników ekipy zimowej (Taternik 1/82) brało udział w wyprawie wiosennej, mimo to pewna ciągłość organizacyjna między wyprawami była zachowana. Przede wszystkim droga na Filar Południowy miała wspólny odcinek z drogą zimową – w dolnej partii z bazy do Kotła Zachodniego. Można więc było zachować na wiosnę obóz I i II. Ale najważniejszym spadkiem po wyprawie zimowej była baza urządzona na lodowcu Khumbu. Zachowano ją w całości, a pieczy nad nią w okresie miesięcznej przerwy między wyprawkami podjął się Kazimierz Olech. Ustanowił on chyba w ten sposób swoisty rekord ciągłego przebywania pod Everestem, bawiąc pod nim prawie 6 miesięcy. Pozostali uczestnicy powrócili do kraju, z wyjątkiem Krzysztofa Cieleckiego i Andrzeja Heinricha, którzy zatrzymali się w Katmandu na odpoczynek.

Polska wiosna

Baza pod Everestem ożywiła się ponownie dopiero 24 marca, kiedy przybyła ekipa wiosenna. Jej skład był następujący: Andrzej Zawada (kierownik), Krzysztof Cielecki, Andrzej Czok, Eugeniusz Chrobak, Konstanty Chitulescu (radiooperator), Ryszard Gajewski, Zygmunt Heinrich (zastępca kierownika do spraw sportowych), Jerzy Kukuczka, Janusz Kulis, Lech Korniszewski (lekarz), Kazimierz Olech, Kazimierz Rusiecki, Marian Sajnog (kierowca), Jan Serafin (lekarz), Piotr Stawicki (dziennikarz), Krzysztof Wiśniewski (kierowca), Mirosław Wiśniewski (kierowca), Wojciech Wróż. W Nepalu do wyprawy dołączyli Maclan Bahadur Karki (oficer łącznikowy) oraz czterej Szerpowie – Pemba Norbu Sherpa (sirdar), Mingma Tensing, Ang Purba, Nawang Yenden.

Tym razem Polacy nie byli sami. W pobliżu naszej bazy rozbiły swoje namioty dwie wyprawy z Hiszpanii – Basków, na Everest drogą normalną, i Katalończyków na Lhotse. Wspólnie z alpinistami tych wypraw rozpoczęli Polacy prace nad odnowieniem drogi przez Lodospad. Khumbu (Ice Fall). Z kolei rozbudowano obozy I i II. Dopiero z Kotła Zachodniego zaczynała się nasza nowa droga. Już podczas zimowej wyprawy na Lhotse w 1974 roku wypatrywali Polacy ewentualnej drogi na Filarze Południowym. W roku 1978 otrzymał zezwolenie na ten cel Reinhold Messner, ale z niezbyt zrozumiałych powodów zrezygnował z jego atakowania. Filar Południowy – niezbyt wyraźny, kiedy ogląda się go z Kotła – opada prawie w linii prostej z wierzchołka południowego Everestu. Z prawej strony ograniczają go lodowo-śnieżne pola, które na wysokości około 8000 m przecina bariera skalna. Tymi polami postanowiliśmy przeprowadzić drogę. Z dolnej partii biegła ona między dwiema charakterystycznymi skałami, które ze względu na swój kształt otrzymały nazwy „Krab” i „Rekin”.

Począwszy od szczeliny brzeżnej, zakładano w ścianie nieprzerwany ciąg lin poręczowych. Brał w tym udział prawie cały zespół. Wreszcie 7 kwietnia Cielecki i Chrobak założyli na wysokości 7200 m obóz III. Stąd dalej w kierunku obozu IV droga prowadziła tą samą ścianą lodowo-śnieżną wprost w górę. Obóz IV na wysokości 8050 m założyli 28 kwietnia Kukuczka i Wróż. Do tej pory nowa droga nie przedstawiała specjalnych trudności. Dopiero nad obozem IV zaczynała się wspomniana bariera skalna, która jak się później okazało, była najtrudniejszym miejscem na drodze. Na prawo od ustawianych namiotów przecinał barierę stromy komin skalny. Tędy postanowiono sforsować zaporę. W dniu 7 maja Czok, Heinrich i Olech rozpoczęli poręczowanie bariery, a następnego dnia najtrudniejszy odcinek poprowadzili Kukuczka i Gajewski. Wreszcie 14 maja Gajewski, Kulis i Rusiecki złożyli depozyt w miejscu przyszłego obozu V na wysokości 8300 m i wrócili na nocleg, do obozu IV. Tego samego dnia uczestnik wyprawy baskijskiej, Martin Zabaleta, wraz z Szerpą Pasangiem Tembą weszli drogą normalną na Everest. Znaleźli przy chińskim statywie triangulacyjnym pamiątki pozostawione przez Polaków zimą. Miało to duże znaczenie dla potwierdzenia polskiego wejścia, zwłaszcza ze względu na jego bardzo słabą dokumentację fotograficzną (z zimowego wejścia udało się tylko jedno niezbyt wyraźne zdjęcie na szczycie).

Czok i Kukuczka

Tymczasem piękna do tej pory pogoda zaczęła się pogarszać coraz bardziej. Prawie codziennie padał drobny, śnieg. Wystarczyło to, by z górnych partii (gdzie śnieg nie topił się w promieniach silnego już o tej porze roku słońca) zaczęły spadać lawiny pyłowe. Jedna z nich 16 maja porwała w ścianie Lhotse Szerpę z wyprawy katalońskiej. Ciężko ranny, zmarł 2 dni później podczas transportu do bazy. Dotarła również drogą radiową do bazy wiadomość o śmiertelnym wypadku w lawinie uczestnika japońskiej wyprawy na północną ścianę Everestu. Szczególnie narażony na lawiny był na drodze polskiej obóz V, ustawiony w samym środku śnieżnego żlebu. W tej sytuacji kierownik wyprawy zdecydował, że jeśli tylko powiedzie się pierwszy atak szczytowy, następnych wejść nie będzie. Wywołało to zrozumiałe rozczarowanie wśród uczestników wyprawy, ale ryzyko sprowokowania wypadku było zbyt wielkie.

Jako pierwszy zespół szturmowy została wytypowana dwójka Czok i Kukuczka. 18 maja doszli oni do obozu V, gdzie ustawili amerykański namiot „Omnipotent”. Jeszcze tego samego dnia założyli ciąg poręczówek w kierunku górnych i partii filara, wyprowadzających na wierzchołek południowy Everestu. Nazajutrz o 5 rano wyruszyli do ataku szczytowego. Zabrali po jednej butli tlenu, wspinali się w bardzo ciężkich warunkach, brnąc miejscami po pas w sypkim, niebezpiecznym śniegu. Dopiero po siedmiu godzinach osiągnęli wierzchołek południowy. Tutaj skończył się im tlen. Mimo to zdecydowali się iść dalej. Ciągle wspinali się w głębokim świeżo spadłym śniegu.

Wreszcie o godzinie 4 po południu stanęli na wierzchołku Góry Świata. Nowa, polska droga na Everest była otwarta. Na szczycie znaleźli flagi pozostawione przez Zabaletę, natomiast nie znaleźli żadnych śladów po wejściach Japończyków w dniach 3 i 10 maja – czyżby nie dotarli oni na sam Wierzchołek?

Powrót w tych trudnych warunkach przeciągnął się do północy, zmuszając zdobywców do nadludzkiego wprost wysiłku. Jeszcze raz potwierdziła się znana prawda, że największą trudność stanowi nie wspinaczka na Everest, lecz powrót z tego szczytu. Przeżyli ciężką, nerwową noc w obozie V, podczas której wielokrotnie zasypywani byli śnieżnymi lawinkami pyłowymi, a następnego dnia szczęśliwie wrócili do bazy. Polska droga na Everest była siódmą z kolei. Prowadzi ona logicznie wprost z Kotła Zachodniego na Wierzchołek, omijając trawersowanie północnej ściany Lhotse i Przełęcz Południową. Nie jest wykluczone, że z tego powodu będzie ona w przyszłości bardziej popularna aniżeli droga klasyczna pierwszych zdobywców z 1953 roku.

I co dalej?

Czas biegnie szybko. Już dwie zimy minęły od pamiętnej chwili, kiedy 17 lutego 1980 roku Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki wchodzili na szczyt Mount Everestu. Wbrew obawom pesymistów, okazało się, że idea zimowych wspinaczek w Himalajach wzbudziła wielkie zainteresowanie w alpinistycznym świecie. Już następnej zimy, w sezonie 1980-1981, dwie silne wyprawy zaatakowały Everest. Japończycy – pod wodzą sławnego Uemury chcieli powtórzyć nasze wejście drogą klasyczną, zaś Anglicy z Alanem Rouse na czele – wejść granią zachodnią, drogą Jugosłowian. Japończycy osiągnęli Przełęcz Południową, ale nie zdołali rozbić na niej namiotu, Anglicy zaś nie dotarli ze swymi obozami nawet do 7000 m.

Nasze wejście nabrało tym samym dodatkowej wartości i wzbudza coraz większe zainteresowanie. Wyrazem tego było m.in. zaproszenie mnie z odczytami o zimowej wyprawie do Kanady i Anglii. W tej drugiej British Mountaineering Council zorganizował międzynarodowe sympozjum poć znamiennym tytułem: „New Dimensions” – Nowe Wymiary. Miałem zaszczyt referować na nim problemy zimowych wspinaczek w Himalajach. Polacy stali się ekspertami w tej dziedzinie. To daje satysfakcję, ale i zobowiązuje. Mamy wielką szansę na kolejny sukces zimowy.

Ale trzeba się spieszyć, gdyż konkurencja coraz bardziej rozwija skrzydła. Tej zimy…… atakują wyprawy japońskie, francusko-szwajcarska, zaś trzy wyprawy japońskie skierowały się pod Mahaslu. …Messner z międzynarodowym zespołem chce dokonać zimowego wejścia na …… Jak dotąd, poza Everestem wszystkie ośmiotysięczniki czekają na zimowych zdobywców. Powinniśmy co rychlej zorganizować wyprawę na któryś z nich – nie wyłączając z planów drugiego szczytu świata, K2. Zdobyte już doświadczenie i zaprawiona zimą kadra dają nam przewagę nad innymi. Nie wolno nam tracić sił i środków na drugorzędne cele, jak to się dzieje obecnie. Nie mogliśmy odegrać aktywnej roli przy zdobywaniu głównych ośmiotysięczników latem, nie straćmy przynajmniej okazji zimą. Historia surowo by nas z tego rozliczyła. A czas ucieka…

„Taternik” 1982, nr 2