Mowa na pogrzebie dra Bolesława Chwaścińskiego (1993)

Pragnę pożegnać zmarłego w imieniu polskich alpinistów. Doktor Bolesław Chwaściński był związany z górami przez całe swoje długie, pracowite życie. Zainteresował się Tatrami bardzo wcześnie, bo już jako 15-letni uczeń. W latach 1929-1933 należał do czołówki polskich taterników, do tego wspaniałego pokolenia wspinaczy, którzy w Polsce 20-lecia zorganizowali nowoczesny ruch alpinistyczny i z Tatr wyruszyli w góry całego świata. Miał na swoim koncie tak wybitne osiągnięcia, jak pierwsze wejście lewym filarem oraz środkiem północno-wschodniej ściany Rumanowego Szczytu, a przede wszystkim pierwsze przejście sławnej północnej ściany Małego Kieżmarskiego Szczytu.

W latach 1932-1935 był uczestnikiem polskich wypraw w Alpy, Wysoki Atlas i Kaukaz, wszędzie dokonując pierwszych wejść.

Wykorzystując swe doświadczenie podczas pracy w Afganistanie w latach 1939-1940, zorganizował pierwszą polską wyprawą w Hindukusz afgański, a którą następnie kierował. Wyprawa, zakończona zdobyciem Noszaka (7492 m), ustanowiła nowy rekord wysokości Polski. Bolesław Chwaściński tą wyprawą otworzył dla młodego pokolenia polskich alpinistów drogę w najwyższe góry świata.

Ale nie tylko działalnością sportową przyczynił się do chwały polskiego alpinizmu. Był wybitnym znawcą naszego sportu, dociekliwym badaczem, zajmującym się historią polskich i światowych osiągnięć w zdobywaniu gór. Ogłaszał na ten temat liczne artykuły w krajowych i zagranicznych wydawnictwach, a jego książki: Z dziejów taternictwa oraz Ku niezdobytym szczytom, są dzisiaj podstawową lekturą przedmiotu. Był członkiem honorowym PZA.

Dla nas, alpinistów powojennego pokolenia, pan Bolesław był osobą otoczoną powszechnym szacunkiem i uznaniem, wśród nas autorytetem, nie tylko ze względu na swoją fachowość, ale również z powodu reprezentowanej postawy etycznej i moralnej. Liczyliśmy się zawsze z jego opinią i ceniliśmy sobie jego uznanie dla naszych osiągnięć.

Pamiętam, jaką radość sprawiło nam serdeczne powitanie i Jego gratulacje, gdyśmy wracali z zimowego Everestu. Był człowiekiem niezmiernie skromnym, nigdy nie słyszeliśmy z jego ust opowieści o Jego bohaterskich wyczynach podczas II wojny kwiatowej, kiedy był lotnikiem RAF-u w 301 Dywizjonie Bombowym. A przecież otrzymał tyle honorowych odznaczeń: jak Order Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyż Walecznych.

Spotykaliśmy się z panem Bolesławem regularnie na kolejnych Walnych Zjazdach PZA. Na ostatni – zaledwie miesiąc przed śmiercią – nie był już w stanie przyjechać do Zakopanego. Przesłał nam jednak list z życzeniami owocnych obrad, podpisany drżącą ręką ciężko chorego człowieka. Pozostał do końca związany z ludźmi tak jak on kochającymi góry.

Panie Bolesławie, dziękujemy Panu bardzo za tyle wspaniałych rzeczy, które zrobił Pan w swej długiej górskiej wędrówce. Pozostanie Pan na zawsze w naszej wdzięcznej pamięci.