Stanisław Mosica (1977)

Dnia 13 listopada 1976 roku zmarł w Warszawie Stanisław Mosica, członek warszawskiego Klubu Wysokogórskiego. Ciężka, nieuleczalna choroba zaatakowała go nagle, przerywając mu życie w okresie pełnej, twórczej aktywności.

Urodził się 8 stycznia 1924 roku w Kole. Tutaj spędził młodość i ukończył gimnazjum. W latach 1945-1950 odbył studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki we Wrocławiu, otrzymując dyplom magistra inżyniera mechanika ze specjalnością w dziedzinie budowy płatowców. W 1951 roku zaczął pracę w Instytucie Lotnictwa w Warszawie. Wybitne zdolności i wyjątkowa pracowitość przyniosły mu rychło sukcesy w badaniach naukowych i opracowaniach konstrukcyjnych. Szybko awansował: w 1959 roku został kierownikiem Oddziału Statyki, w 1961 uzyskał tytuł adiunkta, w 1965 objął kierownictwo Zakładu Wytrzymałości, a od 1969 kierował Zakładem Badań Konstrukcji Lotniczych. Jego osiągnięcia przyniosły mu zasłużone wyróżnienia. Za prace związane z budową latającego laboratorium otrzymał nagrodę specjalną ministra przemysłu maszynowego, a za całokształt działalności związanej z rozwojem polskiego lotnictwa – Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Był eleganckim, niezmiernie wytwornym panem o ujmującym sposobie bycia, tak rzadko już dziś spotykanym. Dla wielu było zaskoczeniem, kiedy dowiadywali się, że pasjonuje się dwoma chyba najbardziej niecodziennymi sportami: baloniarstwem i alpinizmem.

Był pilotem szybowcowym l samolotowym, najbardziej jednak fascynowały go loty balonami. Opowiadał nieraz o swoich aeronautycznych eskapadach, podczas których równie dużo było skomplikowanych problemów technicznych, co i romantycznych przygód. Miał na swoim koncie opracowania konstrukcyjne trzech typów balonów, w tym znane ogólnie „Poznań” i „Warszawa”. Jako specjalista w technologii powłok balonowych, zaprojektował pneumatyczną kopułę przenośną dla Teatru Ziemi Mazowieckiej, za którą otrzymał nagrodę w konkursie SARP-u.

Górami interesował się od dziecka. W jego systematycznie prowadzonych notatkach znalazłem informację, że w Tatrach był po raz pierwszy jako 12-letni chłopiec. Od tej pory przyjeżdżał w nie prawie co roku, skrupulatnie spisując zwiedzane doliny i szczyty. W roku 1954 wstąpił do Sekcji Alpinizmu PTTK. Przeszedł systematycznie wszystkie szczeble szkolenia, najpierw w skałkach, potem na kursach w Tatrach – latem i zimą. Nie należał do tzw. wyczynowców. Wspinał się dla własnej przyjemności podczas krótkich pobytów w górach, ograniczany ciągle brakiem czasu. Miał jednak w swoim dorobku szereg pięknych dróg wspinaczkowych, które sprawiały mu zawsze tyle satysfakcji.

Podobnie jak w sporcie lotniczym, tak samo w alpinizmie jego ruchliwy duch konstruktora nie dawał mu spokoju. Ciągle obmyślał nowe wzory wspinaczkowego sprzętu. I właśnie osiągnięcia na tym polu stały się trwałym wkładem Staszka w rozwój polskiego alpinizmu. W latach 1969-1974 był członkiem komitetów organizacyjnych wypraw na Kunyang Chhish i Lhotse, odpowiedzialnym za przygotowanie ekwipunku. Potem swoją radą i pomocą służył kolejnym polskim wyprawom. Był autorem lub współautorem szeregu składników sprzętu alpinistycznego, które unowocześniły wyposażenie naszych wypraw i pod każdym względem sprawdziły się w trudnych warunkach najwyższych gór świata. Aparatura tlenowa, różne modele nosiłek – w tym model „Lhotse”, odznaczony złotym medalem na targach w Bratysławie – namioty Turnia I” i „Turnia II”, namiot bazowy typu hangar, cała seria super lekkich namiotów szturmowych – to elementy wyposażenia konstruowane przez niego i używane przez wszystkie polskie wyprawy. Na opracowanie ich prototypów poświęcał Staszek wiele swego cennego czasu, wywiązując się z największą skrupulatnością z podjętych zobowiązań. Zawsze koleżeński i życzliwy, nie odmawiał rady ani pomocy nikomu, kto go o to poprosił. Jego działalność w Klubie Wysokogórskim może być przykładem pełnej bezinteresowności w pracy społecznej. Nigdy przecież nie wziął udziału w żadnej wyprawie, nigdy nawet o to nie zabiegał, nigdy też nie zobaczył wymarzonych Himalajów. Miał jednak satysfakcję, że w zdobywaniu różnych gór świata pomagać będzie polskim alpinistom sprzęt wymyślony prze niego.

Za to, Staszku, mój Drogi Przyjacielu, będziemy Ci zawsze wdzięczni.

„Taternik” 1977, nr 1, s. 43-44