Wokół Wielkiego Filara Narożnego – Grand Pilier d’Angle (1965)

Polskie wydanie pięknego albumu o Mont Blanc zostało uzupełnione posłowiem, m.in. autorstwa Andrzeja Zawady. Pisał ten tekst w specyficznym stanie emocjonalnym, w roku 2000, był to ostatni publikowany przed śmiercią – 21 sierpnia tegoż roku – tekst Andrzeja.

Odnalezione przeze mnie fragmenty rękopisu nie weszły do posłowia ze względów objętościowych albumu. Dotyczą one polskiego wejścia, a drugiego w ogóle, dokonanego przez zespół: Gerard Małaczyński, Jerzy Warteresiewicz, Andrzej Zawada, Ryszard Zawadzki, najtrudniejszą drogą na Mont Blanc w roku 1965. Ukazują się teraz pod wspólnym tytułem Wokół Wielkiego Filara Narożnego. Opis samego przejścia zainteresowany czytelnik może znaleźć we wspomnianym albumie Stefano Ardito Masyw Mont Blanc. Odkrycie i zdobywanie alpejskich gigantów. Warszawa, Wyd. Warbud S.A., 2000.

Anna Milewska

* * *

Andrzej Zawada – Noc w Vallocie

Schronisko Vallota to dziwne urządzenie. Po pożarze starego drewnianego budynku postanowiono zbudować coś zupełnie niepalnego. Zdecydowano się na aluminiowe pudło z małymi okienkami, ustawione na żelaznych nogach. Wchodzi się do niego po drabince od dołu przez otwór w podłodze.

Podobno otwarcia tego najwyżej położonego schroniska w Europie (4362 m) miał dokonać jakiś minister, ale gdy dowiedział się, że jeden z dziennikarzy, który dzień wcześniej wybrał się do Vallota, zmarł, zarządził zmianę programu i uroczyste otwarcie odbyło się w luksusowym hotelu w Chamonix. Aluminiowe pudło w środku zrobiło na nas przygnębiające wrażenie. Zimne, ciemne, nieprzytulne, w szparach ścian nawiany śnieg. Jednak doceniliśmy te cienkie metalowe ściany, które całkowicie chroniły przed wichurą. Francuzi chyba przesadzili z tą niepalnością, bo okazało się, że materace, kołdry i poduszki były zrobione z rakotwórczego azbestu! Na dwóch łóżkach spali jacyś alpiniści – reszta była wolna. Szybko zrzuciliśmy nasze mokre ubrania i zaczęliśmy się rozgrzewać pod niecodzienną kołdrą. Przez całą noc łapały nas potworne, bolesne skurcze, na które była tylko jedna metoda. Wyskakiwaliśmy z tłumionym jękiem boso na aluminiową podłogę i rozcierając się wykonywaliśmy szybkie przysiady.

Rano nasi współlokatorzy przyglądali się podejrzanie dziwnym, zarośniętym postaciom, mówiącym jakimś egzotycznym dla nich językiem. Kiedy dowiedzieli się, że właśnie zrobiliśmy drogę Bonattiego, złożyli nam gratulacje, i domyślając się, że jesteśmy głodni, przygotowali wyśmienite śniadanie. Ciekawe co się z nimi teraz dzieje, jeszcze raz dziękujemy Wam – włoscy koledzy.

A pogoda była rano bezchmurna, zupełna cisza i ciepło, jak to nieraz bywa w Alpach. Długo wygrzewaliśmy się na skałkach przy schronisku, przeżywając jeszcze ciągle nasze przejście. Nagle otoczyła nas wycieczka turystów z Chamonix. Jedna pani miała ze sobą parasolkę. Nie wytrzymałem i poprosiłem o pożyczenie. Zrobiłem sobie zdjęcie na tle schroniska. Wracaliśmy w okolicę Chamonix w doskonałych humorach.

Pro memoria

Kiedy w 1965 r. staliśmy na szczycie Mont Blanc po przejściu Wielkiego Filara Narożnego, nikt z nas nie przypuszczał, że była to ostatnia wielka droga w Alpach Jurka Warteresiewicza. Jeszcze raz w 1967 r. wyjechałem z nim na zimowy obóz do Chamonix, tym razem z zamiarem pierwszego przejścia naszego filara zimą. Za pierwszy cel, dla nabrania kondycji i aklimatyzacji, wybraliśmy filar Grande Rocheuse. Był z nami Maciek Gryczyński, wybitny wspinacz z klubu łódzkiego. Pierwszego dnia wspięliśmy się dość wysoko i założyliśmy biwak pod kopułą szczytową. W nocy pogoda załamała się kompletnie. W śnieżycy, mrozie i potwornej wichurze aż dwa dni wycofywaliśmy się zjazdami ze ściany. To była ostatnia wspinaczka Jurka w jego ukochanych Alpach. Parę miesięcy później, podczas ćwiczeń skałkowych z komandosami w Ojcowie spadł z niedużej wysokości, ale nieszczęśliwie, uszkadzając kręgosłup. Nie pomogły operacje. Został sparaliżowany od pasa w dół. Opuszczony przez żonę i izolowany od syna, po śmierci matki zmagał się w samotności z okropnym kalectwem. Był dla nas bohaterem w górach, ale jeszcze większym bohaterem okazał się, kiedy walczył ze swym losem, przykuty do łóżka przez 31 lat. Do końca zachował ten sam twardy charakter, który podziwiałem wiele razy podczas naszych pobytów w górach. Nigdy nie pozwalał mówić o chorobie i swoim nieszczęściu. Nie poddawał się. Opanował technikę komputerową i razem ze swoimi kolegami po fachu – był inżynierem elektrykiem – publikował prace naukowe. Interesował się zawsze osiągnięciami Polaków w Himalajach, prosił odwiedzających go kolegów klubowych o wyświetlanie przeźroczy i obszerne opowieści o wyprawach.

Zmarł 2 grudnia 1998 r. Na cmentarzu w Warszawie żegnaliśmy jego prochy. W historii polskiego alpinizmu pozostanie na zawsze wybitną postacią.

„Co się w życiu liczy… ”

Po przejściu Filara Narożnego napisałem krótkie sprawozdanie do niemieckiego miesięcznika „Der Bergkamerad”, zamieszczając techniczny opis 50 najtrudniejszych wyciągów. Może nasze dość rozreklamowane przejście albo szczegółowy opis drogi przyczyniły się do zainteresowania filarem, bo stopniowo droga Bonattiego zaczęła mieć coraz więcej przejść. Dzisiaj, po hakach wbitych na stałe co parę metrów, drogą przechodzi się w parę godzin. Wszystko się z czasem dewaluuje i to jest zupełnie normalne.

Ja jednak jestem wdzięczny Bonattiemu i Gobbiemu, że po swoim przejściu zostawili tylko 4 haki i jedną puszkę (po marmoladzie). Na pewno 35 lat temu mieliśmy z naszego przejścia więcej satysfakcji, niż mają dzisiejsze zespoły. W końcu co się w życiu liczy, jak nie intensywne przeżycie radości i satysfakcja z dokonanego dzieła, które pamięta się latami. A wspomnienia z upływem lat stają się coraz cenniejsze.

Opis drugiego przejścia Wielkiego Filara Narożnego –Grand Pilier d’ Angle w dniach 10 – 14 sierpnia 1965 r. Gerard Mataczyński, Jerzy Warteresiewicz, Andrzej Zawada, Ryszard Zawadzki.

10.08 1965 – Weszli w ścianę o godzinie 17. Tego dnia zrobili ok. 120 m (6 wyciągów). Tak późne wejście było założeniem taktycznym. Bardzo kruchy zachód biegnący w lewo (zacięcie), III-IV z jednym miejscem V b. krucho. Tego dnia spadający kamień przeciął linę między zespołami : Warteresiewicz, Małaczyński i Zawada,Zawadzki. Biwak o godz.19 przed dojściem do wielkiego komina. Zacięcie kończyło się wielkimi, wygodnymi półkami. Biwak na leżąco, ale wszyscy osobno. Pogoda słoneczna.

11.8. – Pogoda dalej „bezbłędna” ale tylko do południa bezwietrznie, w południe zachmurzenie, lecz bez pogorszenia pogody. 4 wyciągi łatwo, do komina wskos w lewo na wygodny taras który tworzy wielkie przewieszki w kominie, jeśli się idzie wprost. Tam od razu podciąg VI i 4 i pół wyciąga V. Warteresiewicz i Zawadzki prowadzili na zmianę. Tego dnia zrobili ok. 200 m, związani byli w jeden zespół czwórkowy. Doszli do wygodnej półki, gdzie spali wszyscy razem obok siebie, plecaki przeciągali. Przed biwakiem spotkali pierwszy hak Bonattiego w miejscu przez niego opisanym. W nocy bezwietrznie, piękna pogoda.

12.08 – Wspinali się od godziny 7,30 do 18,30. Dalsze 300 m komina V-VI, do miejsca z puszką po marmoladzie, według opisu Gobbiego (tu był 1 biwak Bonattiego). Wykosili jeszcze cały wyciąg powyżej tego biwaku. Założyli swój, ale mniej wygodny: dwóch spało na śniegu a dwóch na małym balkoniku. Dalej pogodnie ale zerwał się wiatr.

13.08 piątek – Wiele dowcipów na temat tej daty! Cirrusy i stopniowy wzrost zachmurzenia. Kończą 2 wyciągi VI w zacięciu i stamtąd jeszcze 5 do lodowego kuluaru III-IV. Kuluarem 5 wyciągów a następnie, wobec licznych kamiennych lawin, powrót na żebro z lewej strony i na wierzchołek filara, (2 biwak Bonattiego). Już w mocnym opadzie krupy, śniegu i we mgle biwak w jamie śnieżnej na wierzchołku filara. O godzinie 19 silna burza, z wyładowaniami elektrycznymi trwająca całą noc, bardzo ciężki biwak!

14.08 – Rano wichura śnieg, widoczność parę metrów, świeży śnieg ½ m. Idą ostrzem filara aż do Grani Peterej i nią dalej, w poprawiających się nieco warunkach atmosferycznych, aż na wierzchołek Mont Blanc O godzinie 16 są na szczycie. Powrót, w Valocie są o 18 godz.

15.08 – zejście- zjazd do Chamonix.

Obecnie w ścianie są 4 haki Bonattiego i 4 haki Polaków. Trudności skalne w kominie duże. Podobne jak w kominie Świerza na Zachodnim Kościelcu. Przed wejściem w ścianę 3 dni były bez opadów a ściana sucha.

Sprzęt : 2 liny nylonowe po 80 m, ok. 16 haków, 31 karabinków, (Allen?), 3 czekany (1 utracony podczas wspinania),1 czekano-młotek, raki 4,hełmy4. 1 śpiwór dwuosobowy i 1 jednoosobowy, 1 kurtka i noga słonia, 2 płachty biwakowe, 2 maszynki butanowe (7 zapasów). Buty Nordiki i 3 pary polskich. Ławeczek 8, 2 kołki, 4 młotki. 3 latarki czołowe, szelki, oddzielne karabinki zakręcane. 2 aparaty fotograficzne Praktisix i Exa.

Prowiant: konserwy mięsne wołowe i wieprzowe 6, Chleb, makaron, puszka ovomaltiny ½ kg z płatkami błyskawicznymi, 1 kg cukru, czekolada 6, paczka orzechów, cytryny, herbata, mleko w tubach, kawa Nestle, cukierki 1 kg.