Everest 1979/1980

Idea zdobycia Everestu po raz pierwszy w historii zimą sugerowana przez Zawadę napotkała wielki opór środowiska i PZA. Uważano, że najpierw powinno się w ogóle wprowadzić pierwszego Polaka na najwyższą górę świata. Problem rozwiązało automatycznie wejście Wandy Rutkiewicz, która dokonała tego wyczynu w dniu 16 października 1978 r. z wyprawą niemiecką prowadzoną przez Karla Herrligkoffera. Ambicje narodowe zostały zaspokojone. Idea zimowa odżyła. Zawada nalegał. W końcu PZA wprowadziło do kalendarza centralną polską wyprawę zimą na Everest. Przy składaniu podania o zimę władze nepalskie zażądały podania dodatkowego celu. Polacy podali nową drogę alpejską na południowej ścianie Everestu. Tak się złożyło, że po paru miesiącach oczekiwań dostaliśmy pozwolenie na ten cel dodatkowy, a kilka tygodni później na wyczekiwaną zimę. Z morderczym terminem od 1 grudnia 1979 do końca lutego 1980.

Dzięki niezwykłej mobilizacji środowiska udało się przerzucić samolotami tomy bagażu i 18 osobową ekipę. W Katmandu założono skład ładunku w zaprzyjaźnionej agencji Asian Travel. Stąd odbywały się loty do Lukli a później ruszyła karawana znaną już Polakom drogą przez Namche Bazar, Tyangboche, Pheriche i Lobuche do bazy pod Everestem. Alpiniści i ekipa Szerpów zaopatrzona była w sprzęt zimowy puchowy, odpowiednie namioty i tlen na górne obozy. Ice Fall jak zwykle groźny oporęczowała ośmioosobowa ekipa pod fachowym okiem Heinricha „Zygi”. Był tu jesienią tego roku. Założyli też obóz I na 6050 m. na skraju Kotła Zachodniego i obóz II 6500 pod północno-zachodnią ścianą Everestu. Pogoda mroźna, bez wiatru, nastroje były optymistyczne. Szczególnie wobec kategorycznego nakazu władz zakończenia akcji górskiej go 15 lutego. Terminów pilnował oficer łącznikowy Bishow Nath Regmin. Dopiero przy obozie III zima dała znać o sobie. Na oblodzonej ścianie Lhotse zakopiańczycy: Gajewski, Pawlikowski, Żurek zakładają obóz III.

Obóz IV szturmowy powinien stanąć na Przełęczy Południowej. I zaczęła się bitwa o przełęcz. Przy kolejnej próbie podmuch wichury uniósł Żurka i rzucił o skałę i wybił bark. Musiał się wycofać z wyprawy. Po paru próbach Fiut i Wielicki w małym jednomasztowym namiociku zwanym pieszczotliwie „szmatą pana kierownika” usiłowali przetrwać noc. Po walce z wichurą zeszli w dół. Wyprawa była o włos od załamania. Wtedy Zawada i Szafirski postanowili ustawić na przełęczy mocniejszy namiot, był tam tzw. omnipotent. 13 lutego dotarli do przełęczy południowej. Zawada bezpośrednio z obozu II, z wysokości 6500 m. na 8000 m. Ogromny wysiłek, ale namiot stanął. W zejściu do trójki Zawada w nocy nie odnalazł poręczówki. Złapał kibel tylko w ubraniu. Odmroził wtedy palce u nóg. Tymczasem Nepal przedłużył pozwolenie o dwa dni do 17 lutego. Na przełęcz dotarł Heinrich z Pasangiem, doszli tylko do 8350 m. Heinrich uznał, że to i tak wiele. Zawada się wściekł. „To jest ostatnia szansa dlaczego nie powiesz im, że jak nie będzie wiało – atakujcie”. I zachęcał ostatnią czynną dwójkę alpinistów – Cichego i Wielickiego, którzy gotowali się do ataku.

Dnia 17 lutego 1980 r. o godzinie 14:25 byli na szczycie! Zwycięstwo Cichego i Wielickiego i spontaniczna radość całego zespołu.

W porywie radości ze zwycięstwa Andrzej Zawada polecił wysłać z kraju depeszę o polskim wejściu do papieża Jana Pawła II. Na to zawiadomienie przyszła odpowiedź z Watykanu. Piękny list papieża Jana Pawłą II symbolicznie datowany dnia 17 lutego 1980 r. z podziękowaniem dla całej ekipy na ręce pana Andrzeja Zawady.

PS. W jakiś czas później zazdrosny o sukces Polaków Reinchold Messner usiłował biurokratycznym kruczkiem podważyć fakt wejścia zimowego. Jednak fakty temu przeczyły. Niemniej w prasie międzynarodowej narobił szumu, który notabene rozpropagował wbrew autorowi wejście Polaków. Po latach przeprosił Zawadę, podali sobie ręce.

Przeczytaj: Everest 1979-1980 – rozdział z pracy magisterskiej Marty Teper