Hindukusz – Noszak zimą 1973

Warszawski Klub Wysokogórski wysunął projekt zimowej wyprawy w Hindukusz , w tych latach pełno tam działało polskich wypraw letnich. Gdy poproszono Andrzeja Zawadę o objęcie kierownictwa, ten zgodził się jedynie pod warunkiem, że będzie to wyprawa zimowa na Noszak. Ten precedensowy pomysł spotkał się ze strony rządu Afganistanu z zastrzeżeniami. Władze zażądały oświadczenia władz polskich, że ponoszą odpowiedzialność za polską wyprawę! Tylko upór Zawady i jego umiejętności dyplomatyczne zdołały przewalczyć wszystkie trudności i opory.

Wyprawa ruszyła dnia 29 grudnia 1972 r. Ekipa jechała koleją z Moskwy do Termezu – punktu promowego na granicznej rzece Amu Daria. Nowy Rok obchodzili w pociągu. Kierownik Zawada wyleciał wcześniej z Taszkentu samolotem do Kabulu, żeby załatwić pozwolenie na rejon Wachan. Spotkali się wszyscy w Kunduzie, a następnie przez Fajzabad – stolicę Badachszanu dojechali do Kazi Deh.

Tu zaczął się nabór tragarzy. Z początku odmówili pójścia w góry, ale po dzielnym rekonesansie Tadeusza Piotrowskiego padł mit o głębokim śniegu. Pozostał jednak mróz do -30 stopni w nocy. Lecz zgłosiła się karawana kilkudziesięciu tragarzy, która zgodziła się iść do Put Gar (Gorąca Skała) – 4200 m. gdzie jeszcze znajdowali krzaki na ogniska. Sześciu odważnych, a wśród nich trzech najdzielniejszych doszło prawie do bazy głównej. Doszli pod ścianę Gumbaz-e-Safed, ale nie do miejsca bazy wysuniętej. Tę odległość pokonywali alpiniści ruchem wahadłowym.

Było to ciężkie i mozolne zadanie. Pomagali ci trzej najdzielniejsi – Mat Kabir, Nija Thorn, Dodi Chodo. Zawada cieszył się wielkim mirem wśród tubylców. Targował się zawzięcie o stawki, ale zawsze dotrzymywał słowa. W zimie dodatkowo dbał o nich, szanował ich ciężką pracę i ludzie to czuli. Polski wędrownik – Pan Krzysztof Lizak będąc w 2007 roku w Kazi Deh ze zdumieniem zobaczył i sfotografował tragarza Dodi Chodo prezentującego mu obstrzępioną fotografię Andrzeja Zawady razem z nim – 33 lata wcześniej, z wyprawy na Kunjnag. Notabene Zawada wygląda na niej jak rodowity Afgańczyk.

Baza wysunięta stanęła u stóp Noszaka na 4750 m. Nieprzerwanym transportem sprzętu między bazami kierował niezmordowany T. Piotrowski. Temperatury w dzień około -25 w nocy spadały do -35 stopni. Obóz III stanął na 5500 m. Po efektownym dojściu lodowcem Safed Zawada i Piotrowski założyli obóz IV. Po nagłym załamaniu pogody zeszli na kilka dni do bazy. Ponownie do trójki ruszyli: Dmoch, Piotrowski, Woźniak, Zawada., a po noclegu doszli do czwórki. W silnym wietrze doszli we czterech do obozu V – 6700 m., ale tylko Piotrowski i Zawada zostali tam czekając na odpowiedni moment do ataku szczytowego.

I oto około 4 godziny rano A. Zawada stwierdził, że wichura ucichła. Natychmiast ruszyli na lekko nie przenosząc obozu na plateau 7100 m. Dotarli ta m późnym popołudniem, i zrobili przerwę na herbatę. Zawada fotografował, nagle u swych stóp ujrzał wystającą z lodu, czarną, ludzką rękę! Byli wstrząśnięci. Później okazał się, że było to ciało jednego z pięciu Bułgarów, którzy zginęli latem 1971 r. Przy latarkach ruszyli stromym żlebem wyprowadzającym na grań szczytową. I tu wielkie rozczarowanie, był to tylko szczyt środkowy. Do głównego zostało jeszcze półtora kilometra. „Brnęliśmy jak w malignie”, pisze Zawada, „wreszcie szczyt. Ułożyłem z kamieni napis ‚Winter 73’. Uścisnęliśmy się serdecznie z nadchodzącym Tadkiem. Była godzina 23:20”. Nie robili zdjęć, Zawada nadał komunikat: „Noszak zrobiony”.

Przeczytaj: Noszak – rozdział z pracy magisterskiej Marty Teper.