K2

Poniższy tekst pochodzi z pracy magisterskiej Pani Marty Teper.

Lata 1987 – 1988

Cel : K2 (8611m.)

Międzynarodowa Wyprawa w Karakorum w sezonie zimowym, zorganizowana przez Polski Związek Alpinizmu.

Skład ekipy: Andrzej Zawada (kierownik), Maciej Berbeka, Eugeniusz Chrobak, Leszek Cichy, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Zygmunt Andrzej Heinrich, Bogdan Jankowski, Paweł Kubalski, Aleksander Lwow, Maciej Pawlikowski, Michał Tokarzewski (lekarz), Krzysztof Wielicki, z Kanady: Jacques Olek (zastępca kierownika), Pierre Bergeron, Jean-Pierre Danvoye, Jean-François Gagnon, Stuart Hutchinson (lekarz), Bernard Mailhot i Yves Tessier (lekarz), z Wielkiej Brytanii: John Barry, Roger Mear, Jon Tinker, Mike woolridge. Ekipie towarzyszyła w drodze do bazy grupa trekingowo-narciarska z Anglii i Kanady. Oficerem łącznikowym był Ashfaf Aman. W skład jesiennej grupy pomocniczej weszli: Piotr Malinowski (kierownik), Konstanty Chitulescu, Paweł Kubalski, Roman Mazik (lekarz), Marian Sajnog, Pierre Bergeron, Nick Cienski i Norman Ness.

Osiągnięcia: wejście na przedwierzchołek (8035 m.) Broad Peaku ( 8047m.) – M. Berbeka (6.III.1988).

„Taterniczek” z 1988 roku podał następującą informację: „…Niepowodzeniem zakończyła się wyprawa zimowa, której celem był drugi szczyt Ziemi K2. Było to polsko-angielsko-brytyjskie przedsięwzięcie, które przejdzie niewątpliwie do historii nie tylko jako pierwsza próba zdobywania Karakorum zimą, ale także jako najdroższa wyprawa w dziejach himalaizmu. Same koszty dolarowe jej kierownik Andrzej Zawada ocenił na konferencji prasowej na około 1 mln dolarów...”

Wyprawa na K2, poprzedzona rekonesansem w 1983 roku, trwała aż 7 miesięcy. Aby uniknąć ogromnych kosztów karawany zimowej, 700 tragarzy wyruszyło jeszcze jesienią 1987 roku. Warunki pogodowe pod K2 okazały się bardzo ciężkie. Zima przyszła znacznie wcześniej niż zwykle, a obfite opady śniegu zatrzymały karawanę w Urdukas. „…To praktycznie oznaczało koniec wyprawy. Przygotowaliśmy się z Jacquesem na najgorsze, kiedy przekazano informację z Islamabadu, że Prezydent Pakistanu obiecał pomoc wojskowych helikopterów. Parę godzin lotów i dodatkowo 50-60 tragarzy kursujących między Urdukas i bazą mogło jeszcze sytuacje uratować...”

W pierwszych dniach grudnia do Islamabadu zlecieli się uczestnicy właściwej grupy zimowej. Pogoda podczas marszu do bazy była bardzo dobra.

25 grudnia pierwsi alpiniści dotarli do prowizorycznej bazy. Ostatecznie w bazie znalazło się około 33 osób, w tym 15 wspinających się. Tak duża liczba ludzi czyniła tę wyprawę skomplikowanym przedsięwzięciem logistycznym. Część ładunku zgodnie z wcześniejszą umową dostarczono helikopterami do bazy na początku grudnia, a resztę dopiero po przybyciu grupy wspinaczkowej. Tak o tej sytuacji pisał w swojej książce Mirosław Falco Dąsal: „… Nie jest, jak mawiają górale, za cudnie. Nafty do kuchni wystarczy może na 4-5 dni, obiecane helikoptery mające dostarczyć niezbędny sprzęt i żywność zajęte są innymi, ważniejszymi sprawami. (…) W rejonie przełęczy Siachen doszło ponownie do krwawych starć pomiędzy dzielną armią Pakistanu, a uzurpującymi sobie prawo do K2 i okolic najeźdźcami hinduskimi. Teraz wszystkie trzy helikoptery zaangażowane są w loty militarno-bojowe i nie interesuje ich jakaś tam, nie wiadomo komu potrzebna, niechby i międzynarodowa, wyprawa…”

Od 27 grudnia przez następne 80 dni pobytu w bazie, łącznie było 10 dni ładnej pogody, jednorazowo nie dłużej jednak niż 1,2 dni. Obleganie żebra Abruzzów rozpoczęto od założenia bazy wysuniętej. Kolejno obóz I na wysokości 6100 m. założyli w dniu 5 stycznia Berbeka, Pawlikowski, Wielicki i Tinker. Obóz II udało się rozbić dopiero 29 stycznia ( Cichy i Wielicki ), już powyżej komina House’a na wysokości 6700 m. Jak się później okazało, przetrwał on zaledwie jedną noc, gdyż namiot obciążony butlami tlenowymi i umocowany linami, nie wytrzymał naporu huraganowego wiatru. Kolejna trójka, która wyruszyła w ścianę, tzn. Berbeka, Bergamon i Pawlikowski powróciła do bazy z odmrożeniami. Potem do góry wyruszały kolejne zespoły, ale jak powiedział Zawada w Wywiadzie na szczycie – „…Warunki były tak ciężkie, że w pewnym momencie po prostu nie miałem serca wysyłać do góry kolejnych zespołów…” Jeszcze raz, 2 marca, Cichy i Wielicki zaatakowali ścianę i po pokonaniu Czarnej Piramidy, założyli na wysokości 7300 m. tymczasowy obóz III. To był najwyższy punkt jaki na wyprawie udało się osiągnąć. Do obozu III doszli, 6 marca Mear i Gagnon, którzy po krytycznej nocy, skrajnie wyczerpani i poodmrażani, zdołali wycofać się do obozu II, gdzie czekali na nich Kubalski i Pawlikowski.

„…Najpoważniejszą trudnością psychologiczną było czekanie na pogodę w górnych obozach. A może czekanie w bazie było jeszcze trudniejsze. Wiadomo, że nie ma nic gorszego niż bezczynność spowodowana złymi warunkami. Zespół był dostatecznie silny i dostatecznie liczny, by w odpowiednich warunkach zdobyć K2 dwu- a nawet trzykrotnie, ale w tych warunkach od członków ekipy nie można było nic więcej wymagać…”

W pierwszych dniach marca, w obliczu pewnego już niepowodzenia na K2, po uzyskaniu w ciągu 18 godzin zezwolenia, Maciej Berbeka i Aleksander Lwow wyruszyli do ataku na Broad Peak (8047 m.). Akcja prowadzona w stylu alpejskim, rozpoczęła się 3 marca i trwała 7 dni. Pierwszy biwak został założony na wysokości 6000 metrów, drugi na 6500 m. i ostatni na 7300 m, już pod kopułą szczytową. Stąd 6 marca rozpoczęli atak szczytowy. Po 8 godzinach wspinania, spod przełęczy zawrócił Lwow, a Berbeka kontynuował wspinaczkę pomimo załamania pogody i czekającego go biwaku. Dotarł na grań, którą posuwał się jakiś czas, zawracając z miejsca, które uznał za szczyt Broad Peaku. ( późniejsza analiza wykazała, że był to przedwierzchołek o wysokości 8035 m.). W drodze powrotnej Berbeka był zmuszony do biwaku w jamie pod przełęczą. Przez cały następny dzień pogoda była bardzo zła i Berbeka we mgle nie mógł odnaleźć namiotu. Pomału tracił czucie w nogach. Będąc już blisko biwaku zaczął wołać i Lwow wyszedł mu naprzeciw. Tymczasem z bazy na pomoc wyruszyli Dąsal, Gardzielewski i Wielicki. Nazajutrz dotarli oni do pomału schodzącej dwójki. „…Maciek Berbeka jeszcze raz wykazał się wyjątkową siłą woli, tym, bez czego nigdy nie można zostać wielkim wyczynowcem…”

Podsumowując wyprawę, Andrzej Zawada powiedział: „…Nie udało się wejść na K2. Ale nie mamy do siebie żalu, bo zrobiliśmy wszystko, na co nas było stać w tych nieludzkich warunkach. (…) Ekipa pod K2, choć wielojęzyczna i różnokulturowa, w pełni zdała trudny egzamin, nie tylko ze sportowej bojowości, ale i znacznie trudniejszego, partnerstwa (…) A swoją drogą, to dobrze, że góry potrafią jeszcze od czasu do czasu nauczyć ludzi pokory. Podwójnie dobrze dzisiaj, kiedy człowiekowi wydaje się, że już w pełni zdołał opanować naturę…