Lhotse

Po historycznym przekroczeniu zimą na Noszaku 7000 m. podjął Andrzej Zawada ideę wspinania zimowego w najwyższych górach świata – Himalajach. Podobnie, jak przy Noszaku, królewski rząd Nepalu nie wyraził zgody na trzeci, jakby wypadało, sezon wyprawowy poza dwoma tradycyjnymi – przed i po monsunie (wiosną i jesienią). Popierany przez świeżo powstały PZA z przewodniczącym Andrzejem Paczkowskim Zawada jeździł do Nepalu i wreszcie uzyskali Polacy zezwolenie na jesień 1974. Zawada liczył trochę, że da się przedłużyć zezwolenie i wtedy spróbować ataku na Everest zimą.

Część z 16 osobowej ekipy wyruszyła samochodem ciężarowym Star pozyskanym jeszcze na wyprawę na Kunyang. Prowadził go kol. Mirek Wiśniewski, świetny fotografik. Pozostała część ekipy przeleciała samolotem via New Delhi do Katmandu. Tu ujawniły się dodatkowe trudności. Właśnie pod Everestem działała wyprawa francuska i od zgody kierownika Gerarda Devouassoux uzależniono zainstalowanie polskiej wyprawy w bazie. W negocjacjach bardzo pomógł ambasador Polski, p. Tadeusz Martynowicz. Kierownik Devouassoux dżentelmeńsko wyraził zgodę. Następnie ekipa maleńkimi samolotami przelecieli do Lukli, skąd ruszyli do Namche Bazar. W tym czasie pod Everestem rozegrała się tragedia. Ogromna lawina zeszła z grani Everestu na przełęcz Lho La, na której w obozie II zginął kierownik i pięciu Szerpów. Wyprawę zakończono.

Tradycyjną drogą karawan z Namche Bazar przez klasztor w Tyangboche, Pheriche, Lobuche doszli Polacy do bazy pod Everestem na lodowcu Khumbu. Ujrzeli słynny Ice Fall, olbrzymie zwały łamiących się seraków spływających z Western Cwm – Kotła Zachodniego, niezwykle niebezpieczny odcinek drogi. Byli oszołomieni tym ogromem. Pogoda dopisywała. Obóz pierwszy stanął przy górnej krawędzi Ice Fall, obóz drugi już na polach Western Cwm pociętych olbrzymimi szczelinami. Obóz III na pn-zach ścianie Lhotse 7100 m. Pogoda załamała się. O utrzymanie przejścia przez Ice Fall walczyli dzielnie ci, których nie zmogły choroby i odmrożenia. Obóz IV założyli W. Kurtyka, J. Rusiecki i J. Stryczyński na wąskie wyrąbanej półce powiesili po prostu namiot na lodowych hakach. 12 grudnia ruszyli do ataku szczytowego Heinrich i Zawada. Wobec lodowatego Huraganu z przełęczy południowej (8000 m.) po koszmarnej nocy w obozie IV zaniechali ataku. Dnia 17 grudnia nastąpił tragiczny wypadek. Operator filmowy Stanisław Latałło zginął w zejściu z obozu III do bazy, które już niejednokrotnie przechodził. Szli we trójkę, ale nie związani. S. Latałło w środku – najbezpieczniejszym miejscu. W górze do obozu III cofnął się Surdel, bo spadł mu rak. Pierwszy schodzący Piotrowski, licząc na Surdela, zbiegł do obozu II. Schodzący parę minut później Surdel zastał zmarłego Latałłę na poręczówce. Wyprawa została wstrzymana.

Pochowano kolegę w szczelinie lodowej. Niestety władze nie przedłużyły pozwolenia poza 31 grudnia 1974 r. Po rozpatrzeniu zaistniałej sytuacji Zawada i Heinrich postanowili 23 grudnia zaatakować szczyt raz jeszcze z obozu IV – 7800 m. Wigilię spędzili w obozie IV. Gwałtowna nawałnica zmusiła ich do odwrotu. Zawada był wówczas na wysokości 8260 m. Brakowało mu do szczytu około 250 m. Pozostała gorycz podwójnej klęski. Na kamieniu w pobliżu bazy wykuli na pamiątkę napis o śmierci Latałły. Wyprawa wróciła do kraju.

Przeczytaj: Lhotse – rozdział z pracy magisterskiej Marty Teper.