Lhotse – rozdział z pracy magisterskiej Marty Teper

Rok 1974

Polska Wyprawa w Himalaje w sezonie jesienno-zimowym, zorganizowana przez Polski Związek Alpinizmu.

Cel: Lhotse (8511m.)

Skład ekipy: Andrzej Zawada (kierownik), Zygmunt Andrzej Heinrich, Bogdan Jankowski (zastępca kierownika), Piotr Jasiński, Jan Koisar (lekarz), Marek Kowalczyk, Wojciech Kurtyka, Stanisław Latałło (filmowiec), Anna Okopińska, Tadeusz Piotrowski, Jacek Rusiecki, Jan Stryczyński, Jerzy Surdel (filmowiec), Ryszard Szafirski, Wojciech Tędziagolski (filmowiec), Mirosław Wiśniewski (fotografik i kierowca ciężarówki).

Osiągnięcia: w czasie ataku szczytowego Z. A. Heinrich i A. Zawada osiągnęli wysokość ok. 8250m. (25.XII.1974). Na wyprawie zmarł z wyczerpania Stanisław Latałło.

„…Do himalajskiej zimy wszedłem kuchennymi schodami. Pojechaliśmy na Lhotse późną jesienią 1974 r. z zamiarem przedłużenia wyprawy do lutego…”

Komitet organizacyjny zdawał sobie sprawę, że powodzenie ekspedycji w dużej mierze zależeć będzie od sprzętu. Opracowano więc nowe modele namiotów, kombinezony przeciwwiatrowe, puchowe komplety, specjalne ocieplane buty. Po raz pierwszy sprowadzono dla wyprawy maski i lekkie butle tlenowe z Francji oraz odpowiednio przygotowane mieszanki butanowe, znacznie wydajniejsze na dużych wysokościach. Ostatecznie waga całego bagażu wyniosła 10 ton.

W październiku 1974 roku uczestnicy wyprawy wylecieli samolotem do Nepalu. 21 października została założona baza na lodowcu Khumbu na wysokości 5400 metrów. Do góry ruszyły zespoły, aby szukać drogi w labiryncie lodowych szczelin. Rozpinano liny poręczowe, budowano aluminiowe pomosty. Po pokonaniu Ice Fall, 27 października, założono obóz I na wysokości 6050 metrów. 1 listopada stanął obóz II w Kotle Zachodnim, a 11 listopada – obóz III, już w północno-zachodniej ścianie Lhotse, na wysokości 7100 metrów. „…Trzy obozy w ciągu dwunastu dni, świetne tempo, rokujące najlepsze nadzieje…” – komentował Andrzej Zawada w późniejszej relacji z wyprawy.

Niestety nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Polacy mieli teraz trzy podstawowe zadania: utrzymać przejście przez Ice Fall, zabezpieczyć ustawione obozy i założyć obóz IV. Po wielu nieudanych próbach 11 grudnia zespół w składzie: Kurtyka, Rusiecki i Stryczyński odniósł sukces i założył obóz IV na wysokości 7800 metrów. U Stryczyńskiego odnowiły się dawne odmrożenia stóp. Na drugi dzień do obozu IV wyruszyli Zawada i Heinrich, z zamiarem prowadzenia nazajutrz pierwszego ataku szczytowego. Jak potem pisał Zawada: „…Byliśmy zmęczeni walką z wiatrem, zesztywniali z zimna. Jeszcze dwie godziny temu mięliśmy nadzieję, że nad ranem wiatr się uciszy, teraz zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mamy na co liczyć, że z ataku szczytowego nic nie będzie…”

17 grudnia, wydarzył się tragiczny wypadek. W obozie trzecim od dwóch dni przeczekiwał złą pogodę Latałło, Piotrowski i Surdel. W końcu zdecydowali się na powrót. Schodzili nie związani liną. Zawada, tak zrelacjonował to zdarzenie: „…W czasie zejścia z obozu III, w zachodniej ścianie Lhotse zmarł Staszek Latałło, operator filmowy. Jego ciało przypięte jumarem do liny poręczowej w ciągu pięćdziesięciu minut zamieniło się w bryłę lodu. Byliśmy przerażeni, widząc co może stać się z człowiekiem w tym zimowym piekle. Postanowiliśmy przerwać akcję aż do czasu, kiedy będzie można pochować ciało Staszka w lodowej szczelinie. Prawie tydzień czekaliśmy na poprawę pogody, by wreszcie w pięcioosobowym zespole wejść w ścianę Lhotse i spełnić tę ostatnią przyjacielską posługę…”. 23 grudnia na miejsce wypadku dotarli Heinrich, Jankowski, Jasiński, Kowalczyk i Zawada. Ciało, zawinięte w płachtę namiotu, pochowano w szczelinie lodowej na stokach Lhotse.

Po nocy spędzonej w obozie III, Heinrich i Zawada zdecydowali się wykorzystać poprawę pogody i pójść do obozu IV. Następnego dnia planowali przeprowadzić atak szczytowy. Był 24 grudnia. Wieczorem połączyli się radiotelefonem z bazą, z kolegami zgromadzonymi przy wigilijnej wieczerzy i przekazali im świąteczne życzenia. Zawada tak wspominał tamtą noc: „…Zaczęła się nasza najbardziej egzotyczna Wigilia Bożego Narodzenia w życiu. Zabraliśmy specjalnie ze sobą torebkę czerwonego barszczu z Winiar i konserwę z karpiem…”

Rano, około godziny jedenastej, przy 46°C mrozie wyruszyli z obozu IV. Po dwóch godzinach osiągnęli kuluar. Kiedy wskazówka minęła 8000 tysięcy, Andrzej Zawada nadał komunikat do bazy z wiadomością, że po raz pierwszy człowiekowi udało się przekroczyć 8000 metrów zimą. „…Grań szczytowa Lhotse odcinała się ostro na tle granatowego nieba – mówił później Zawada – Wydawała się tuż , tuż. Spojrzałem na wysokościomierz – 8250. Mamy więc przed sobą ostatnie 260 metrów, będziemy na szczycie za półtorej, dwie godziny…” Zaraz potem ogromna nawałnica i huraganowy wiatr zmusił ich do odwrotu. „…Błogosławiliśmy maski zasłaniające nam twarze. Dzięki nim mogliśmy schodzić prosto do Kotła naprzeciw napierającej wichurze, w której inaczej nie dałoby się oddychać. (…) Tej zaciekłej walki o utrzymanie swego istnienia nigdy nie zapomnę. Najtrudniejsza rzeczą było opanowanie pojawiającej się coraz częściej obojętności. (…) A potem, kiedy już odpocząłem w obozie III liczyło się znów tylko jedno – góra nie została zdobyta…”

Władze nepalskie odrzuciły prośbę o przedłużenie zezwolenia, nakazując kierownikowi likwidację obozów i opuszczenie bazy do 31 grudnia. Jak wspominał Zawada w reportażu Anny Pietraszek, Wyżej niż Himalaje – „Była to chyba dla mnie największa tragedia. Będąc zaledwie 250 m od szczytu, walcząc tyle tygodni o Lhotse, musiałem nagle zrezygnować i wrócić na dół…”