Nanga Parbat 97-98

Poniższy tekst pochodzi z pracy magisterskiej Pani Marty Teper.

Lata 1997 -1998

Polska Wyprawa w Himalaje w sezonie zimowym, zorganizowana przez Polski Związek Alpinizmu

Cel : Nanga Parbat (8125m.).

Skład ekipy: Andrzej Zawada (kierownik), Grzegorz Benke, Bogdan Jankowski (szef bazy, radiooperator), Monika Rogozińska (korespondentka dziennika „Rzeczpospolita”), Marek Klar, Ryszard Pawłowski, Piotr Konopka, Piotr Snobczyński, Paweł Mularz, Jerzy Natkański, Andrzej Samolewicz, Dariusz Załuski, Jarosław Żurawski.

Osiągnięcia: P. Konopka, J. Żurawski i R. Pawłowski dotarli do wysokości ok. 6500m.

W magazynie „Góry i Alpinizm” z 1997 roku pojawiła się następująca informacja: „…Po nieudanej, ubiegłorocznej próbie, polska wyprawa alpinistyczna, pod kierownictwem Andrzeja Zawady ponownie chce tej zimy atakować nie zdobyty dotychczas o tej porze roku szczyt Nanga Parbat, który ma wysokość 8125 m i leży w Himalajach, w Pakistanie. (…) Jako trasę zimowego ataku wybrano drogę Kinshofera (…) Tą samą ścianą atakowała Nanga Parbat ubiegłoroczna ekspedycja.. Dzięki łączności satelitarnej i obecności na wyprawie korespondentki dziennika „Rzeczpospolita” – Moniki Rogozińskiej – relacje z wyprawy ukazywały się w kraju na bieżąco.

II polska zimowa wyprawa na Nanga Parbat działała na przełomie 1997-1998 roku. Kierownik wyprawy, Andrzej Zawada odleciał do Islamabadu 15 grudnia, a pozostali uczestnicy 20 grudnia. Już 9 stycznia został założony obóz I, na wysokości 4900 metrów, w odległości około 11 kilometrów od bazy głównej. Po drodze założono dodatkowo bazę wysuniętą. Torowanie drogi do obozu I odbywało się w działających na zmianę zespołach. Założenie obozu II zostało uniemożliwione przez załamanie pogody, które wyrządziło także wiele szkód w samej bazie głównej. „…W ciągu paru minut nasza baza zamieniła się w pobojowisko, zasypywane coraz to nowymi falami śniegu. Wszystkie wykopane i przedeptane ścieżki zniknęły pod zaspami…

16 stycznia po raz pierwszy od załamania pogody wznowiono pracę przy poręczowaniu kuluaru prowadzącego do obozu II. W nocy z 25 na 26 stycznia zespół w składzie: Ryszard Pawłowski, Piotr Konopka, Piotr Snopczyński i Jerzy Natkański, po 21 godzinach wspinaczki, założył obóz II na wysokości 6100 m. Następnego dnia cała czwórka wycofała się do bazy. Kolejne zespoły poręczowały drogę do obozu III. Ostatecznie Pawłowski, Konopka i Żurawski osiągnęli wysokość około 6500 m, ale pogorszające się warunki pogodowe zmusiły ich do odwrotu. Po tygodniowej walce o utrzymanie obozu II, jako pierwszy postanowił zejść do bazy Ryszard Pawłowski. Kiedy był u wylotu kuluaru, z trójkątnego seraka zeszła lawina. Pawłowski doznał kontuzji nogi i nie był w stanie samodzielnie kontynuować zejścia. W przetransportowaniu go do obozu I pomogli lekarz Marek Klar i kucharz wyprawy Karim. Tymczasem do góry wyruszyli Jerzy Natkański i Dariusz Załuski, donosząc dodatkowe leki. W bazie trwały już starania o transport lotniczy.

W obozie II na poprawę pogody nadal czekali Konopka i Żurawski. W końcu w bardzo ciężkich warunkach, także zdecydowali się na odwrót. „…Kiedy wiatr zaczął ich porywać razem z namiotem, zdecydowali się wycofać. Była godzina 23.00. Jak tylko opuścili namiot i wpięli się przyrządami do liny zjazdowej, wiatr porwał namiot razem z tym wszystkim, co w nim jeszcze pozostało i rzucił w przepaść. W nocy, przy świetle czołówek, w huraganowym wietrze opuścili „Orle Gniazdo” (…) O godzinie 3.20 dotarli do obozu I położonego na wysokości 4900 m, gdzie już w wygodniejszych warunkach mogli odpocząć kilka godzin…” Następnych ataków już nie było. Druga wyprawa na Nanga Parbat ponownie zakończyła się niepowodzeniem.

* * *

Andrzej Zawada zapytany w Wywiadzie na szczycie o przyszłość himalaizmu polskiego, odpowiedział: „… Myślę teraz o jakichś działaniach, które pozwolą na stworzenie młodej kadry mającej doświadczenie na ośmiotysięcznikach. Brak tego typu ludzi. Faktycznie, transformacja ustrojowa w Polsce zrobiła swoje i było pewne załamanie w organizacji wypraw, ale przypominam sobie, że pewien francuski wydawca powiedział kiedyś, że to dziwne, ale talenty literackie pojawiają się w ilości wprost proporcjonalnej do tego, ile pieniędzy ma na wydanie następnej książki. Jeśli będą pieniądze na wyprawy, to na pewno znajdą się również ludzie. W każdej nacji, która się wspinała po górach, były takie okresy upadku i wzrostu, więc myślę, że i u nas w końcu będzie lepiej…”