Nanga Parbat 96-97

Poniższy tekst pochodzi z pracy magisterskiej Pani Marty Teper.

Lata 1996-1997

Polska Wyprawa w Himalaje w sezonie zimowym, zorganizowana przez Polski Związek Alpinizmu

CelNanga Parbat (8125m.).

Skład ekipyAndrzej Zawada (kierownik), Bogdan Jankowski (szef bazy, radiooperator) Maciej Pawlikowski, Krzysztof Pankiewicz, Zbigniew Trzmiel, Zbigniew Krośkiewicz, Jacek Fluder, Jarosław Żurawski, Bogdan Stefko, Ryszard Pawłowski, Piotr Wojtek (lekarz).

Osiągnięcia: podczas ataku szczytowego Z. Trzmiel dotarł do wysokości około 7850m, a K. Pankiewicz kilkaset metrów niżej (11.II.1997).

Na przełomie 1996-1997 roku, wyruszyła I polska zimowa wyprawa na Nanga Parbat. „..Na Nanga Parbat było do tej pory 5 wypraw zimowych. Dostały zezwolenie, zapłaciły, poszły i wróciły bez sukcesu...” – mówił przed wyprawą w wywiadzie prowadzonym przez Monikę Rogozińską, Andrzej Zawada. Oblężenie góry trwało półtora miesiąca. Baza znajdowała się w Dolinie Diamir na wysokości 3700 m, w odległości około 8 km od właściwej ściany. Bagaż o wadze 4,5 tony przenosiło 160 tragarzy w ciągu czterech dni.

9 stycznia 1997 roku został założony obóz I, na wysokości 4800 metrów. Po pokonaniu śnieżno-lodowego kuluaru, 13 stycznia na wysokości 6100 m, stanął obóz II, w miejscu zwanym Orle Gniazdo. Podobnie jak w obozie I, tu również ustawiono dwa namioty, które w trakcie późniejszego załamania pogody i bardzo silnych wiatrów, zostały podarte przez wiatr. 31 stycznia na tzw. seraku (6700 m.) udało się założyć obóz III. Po kilku dniowym załamaniu pogody, Maciej Pawlikowski i Jacek Fluder docierli do kotła pod piramidą szczytową i 7 lutego, na wysokości 7300 m. załozyli obóz IV, w oparciu o który miał nastąpić atak szczytowy. „… Kiedy byliśmy w czwórce wiał silny wiatr, temperatura powietrza dochodziła do -40°C i była silna zamieć śnieżna. Gdyby pogoda była nieco lepsza, to może zdecydowalibyśmy się wtedy wyruszyć na szczyt…” – powiedział w wywiadzie Maciej Pawlikowski.

Tymczasem alpinistów zdolnych do ataku było coraz mniej. 19 stycznia opuścił wyprawę i wrócił do kraju Ryszard Pawłowski. Wrócił także chory od początku wyprawy Bogdan Stefko, natomiast pod koniec wyprawy zachorowali również Jarosław Żurawski i Zbigniew Krośkiewicz. Tylko dwójka – Krzysztof Pankiewicz i Zbigniew Trzmiel – mogła wyruszyć na szczyt.

Wspomniana dwójka w dniu 10 lutego, przy 40 stopniowym mrozie i silnym wietrze, dotarła do obozu IV. Pankiewicz uległ odmrożeniu, ale mimo to postanowił podjąć wraz z Trzmielem atak szczytowy. W stronę szczytu wyruszyli 11 lutego, o godzinie 3.30 nad ranem. Teren nie był technicznie trudny, wiec poruszali się oddzielnie, a odległość miedzy nimi stopniowo się zwiększała. Przez cały czas prowadził Trzmiel. W pewnym momencie zobaczył, że Pankiewicz zawraca. Była 10.00 godzina. Zachęcony poprzez łączność radiową z bazą do dalszego ataku, postanowił iść dalej. Około godziny 12.00 stracił czucie w prawej ręce. Po dotarciu do wysokości 7850 metrów, postanowił zawrócić. W tym czasie do obozu III, jako zespół wspomagający, zaczęli podchodzić Pawlikowski i Fluder.

Po zejściu do bazy Andrzej Zawada postarał się o śmigłowiec do ewakuacji poważnie odmrożonych – Trzmiela i Pankiewicza. „…Był to pierwszy w historii lot ratowniczy wąską doliną Diamir. Spowodowanie przylotu helikoptera natrafiło na ogromne biurokratyczne trudności. Chodziło o poręczenie lub zapłatę za lot ze strony towarzystwa ubezpieczeniowego. W końcu pieniądze wyłożył z własnej kieszeni Nazir Sabir, pakistański alpinista i właściciel agencji obsługującej wyprawy i trekingi. Czas transportu rannych został skrócony do minimum…”. Po powrocie okazało się, że odmrożenia były na tyle poważne, że nie obyło się bez amputacji. Trzmielowi odjęto połowę palców prawej dłoni, a Pankiewiczowi palce stóp.

Zdaniem Andrzeja Zawady, kierownika wyprawy, to wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne, jakie tej zimy panowały w północnej części Himalajów i Karakorum, były główną przyczyną niepowodzenia ekspedycji. Od ponad 20 lat nie notowano w tym rejonie świata tak dużych opadów śniegu.