Spitsbergen

Poniższy tekst pochodzi z pracy magisterskiej Pani Marty Teper.

7 sierpnia 1958

Cel: Hornsundtind (1431m.), z Bastionbreen na przełęcz, skąd granią pd.-zach, z Jerzym Piotrowskim, Ryszardem W. Schrammem; II wejście.

Ryszard W. Schramm napisał w „Taterniku”: „…Oceniając nasze wyniki i działalność na Spitsbergenie, trzeba stwierdzić, że jest ona imponująca. W szczególności II wejście na Hornsundtind, szczyt cieszący się zasłużoną sławą międzynarodową w świecie alpinistycznym, drogą wielką i trudną jest bez wątpienia jednym z piękniejszych sukcesów egzotycznego alpinizmu polskiego.”

Ekspedycja na Spitsbergen w lecie 1958 roku, to kolejna wyprawa naukowa zorganizowana w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego (MGR).

Po przybyciu do Hornsundu w nocy z 17 na 18 czerwca i kilkudniowym rozładunku, grupa glacjologiczna prof. Kosiby, w skład której wchodził także Andrzej Zawada, wyruszyła na lodowiec Werenskiölda, gdzie dotarła 23.VI. W drodze powrotnej do bazy Andrzej Zawada wraz z Ryszardem W. Schrammem, który przebywał tu, jedynie jako przedstawiciel Klubu Wysokogórskiego, dokonali trawersu z północy na południe łatwego i parokrotnie przez uczestników Wyprawy MGR zdobywanego szczytu Skoddefjellet (733 m.), najwyższego w całej grupie górskiej między lodowcami Hansbreen, Werenkiöldbreen i morzem.

5.VIII. po uprzednim rozpoznaniu terenu przez R. W. Schramma, cztery osoby zdecydowały się na próbę podjęcia ataku na Hornsundtind (1431 m.). „… Przeprawiamy się z Jerzym Piotrowskim i grupą filmową (reżyser Jarosław Brzozowski i Andrzej Zawada) dwiema łodziami na południową stronę Hornsundu i zakładamy obóz pod Krykkjestupet, obok moreny bocznej lodowca Körberbreen – opisuje R. W. Schramm w swoim artykule w „Taterniku” – …6.VIII. zakładamy bazę wysuniętą na Bastionbreen, pod zachodnią ścianą Hornsundtindu na wysokości około 570 m. (…) 7.VIII. J. Piotrowski i A. Zawada wchodzą na Bastionen w poszukiwaniu przejścia na Garwoodbreen. Wieczorem wyruszamy we trzech z zamiarem zaatakowania Hornsundtindu od południowego zachodu. Przez Bastionen i górną część Garwoodbreen osiągamy przełęcz nad nim ( wysokość około 1130m.) Gęsta mgła, śnieżyca. 8.VIII. przeczekujemy niepogodę, po czym ruszamy południową granią. Po kilku długościach liny wychodzimy ponad mgłę. Dochodzimy do zachodniej grani i nią, częściowo ostrzem, przeważnie obchodząc po południowej stronie, osiągamy szczyt Hornsundtindu (1431 m.)…” „Pod tą liczbą mnogą zakryty jest fakt, że to Zawada prowadził cały czas kilkadziesiąt wyciągów”

Andrzej Zawada bardzo często w czasie późniejszych wypraw przytaczał w opowiadaniach różne wydarzenia z tej ekspedycji, między innymi anegdotę o niedźwiedziu. Leszek Cichy, tak to wspominał:„…Jako znakomity gawędziarz, opowieściami wziętymi z życia wypełniał wszystkie wieczory na wyprawie, a zwykle jednorazowo było ich kilkadziesiąt. Jedną z pierwszych kolacji ekspedycji zimowej na K2 zainaugurował początkiem opowieści o białym niedźwiedziu, którego spotkał na Spitsbergenie. Swoim zwyczajem anegdotę przerywał dygresjami i snuł kolejne wątki. Zgromadzonym w namiocie-jadalni kolegom kazał zapamiętywać, w którym miejscu urywał poszczególna historię, żeby łatwiej mógł do niej wrócić. Nakładał te anegdoty na siebie jak paciorki różańca. Potem wracał do przerwanych wątków i efektownie zamykał je puentami. Zawsze robiło się tak późno i zimno, że nie mógł dobrnąć do początku z niedźwiedziem. Obiecywał kontynuować następnego dnia. Kolejnego wieczoru wołaliśmy: Andrzej co z tym niedźwiedziem ?Lider zaczynał i sytuacja się powtarzała. Wyprawa trwała trzy miesiące. Z powodu fatalnej pogody siedzieliśmy dużo w bazie, lecz końca opowieści o niedźwiedziu nie zdołaliśmy usłyszeć. Do dziś nie wiem, czy to był zabieg taktyczny, czy bałaganiarstwo Andrzeja...”