Zimowy rekonesans na K2 1983 r.

K2 – drugi szczyt ziemi, niespełnione marzenie Andrzeja Zawady. Gdy nie powiodło się Polakom drugie, honorowe wejście w 1976 r. (nie prowadził Zawada), od razu pomyślał o zimie. Drogą dyplomatyczną w 1982 r. uzyskał pozwolenie Pakistanu na rekonesans. Zaproponował wspólny wypad zimowy przyjacielowi Jacques’owi Olekowi z Kanady, który przystał na to z radością. 1 stycznia 1983 r. spotkali się w Rawalpindi, przy pięknej pogodzie. Następnie samolotem udali się do Skardu. 4 stycznia 1982 r. było tam już bardzo zimno -23 w nocy. Żadnych turystów. Jeepem dojechali do Dasso, ostatniej wsi z drogą przejezdną. Tu odbyli długie rozmowy i targi z tragarzami. Twierdzili oni, że do bazy pod K2 nie da się dojść zimą. Jednak w końcu pięciu się zgodziło. Po dziesięciu dniach marszu osiągnęli lodowiec Baltoro lewą jego moreną, tu zwolnili tragarzy.

Zostali absolutnie sami, szli, a raczej brnęli w śniegu po kolana, wpadając czasem po pas w zasypane szczeliny – szalone ryzyko, trzeba przyznać.

20 lutego 1983 r. dotarli do lodowca Mandu, ok. 4150 m. Pogoda się psuła, szli na rakietach śnieżnych, ciężkie chmury zakryły widoczne przedtem Gaszerbrumy. Zakończyli więc swój zimowy rekonesans. Jednak jego wyniki były optymistyczne – zimą można dojść pod K2 mimo 30 kilometrów marszu. Temperatury i śnieg da się pokonać, ale przede wszystkim jest to sprawa pieniędzy: na tragarzy, paliwo i sprzęt. Choć Zawada tym razem nie uzyskał zgody Pakistanu na wyprawę zimową, były nadzieje na przyszłą ekspedycję.